Za podniesieniem kosztów kredytu za Atlantykiem przemawiają doskonała sytuacja na rynku pracy i przyspieszająca inflacja. Alan Greenspan, szef Rezerwy Federalnej, tyle razy sugerował ostatnio zacieśnienie polityki pieniężnej, że dla ekonomistów i inwestorów pozostawienie podstawowej stopy procentowej na obecnym, najniższym od 1958 r. poziomie 1%, byłoby sporym zaskoczeniem.
O 25 punktów w górę
- Podwyżka o 25 punktów bazowych już jest uwzględniona przez rynki - mówi PARKIETOWI Mark Miller, ekonomista z londyńskiego HBOS Treasury Services. - Dlatego nie sądzę, by miała duży wpływ np. na notowania obligacji czy kontraktów futures na stopy - dodaje. W ankietach można spotkać odosobnione opinie, że Fed opowie się dziś za bardziej zdecydowanym posunięciem. - Nie wierzę, by wzrostem stóp o 50 pkt Fed chciał siać na rynkach panikę - uważa ekonomista z Londynu.
Na podwyżkę w minimalnym wymiarze wskazuje też historia. W minionych 10 latach każdy cykl podwyżek bądź obniżek stóp Rezerwa Federalna rozpoczynała od zmiany o 25 pkt bazowych, bardziej zdecydowane kroki podejmowała później. - Rynek już spekuluje, jakie będą następne decyzje Fedu - twierdzi Miller. - Inwestorzy będą pilnie obserwować dane dotyczące tworzenia nowych miejsc prac, będą wypatrywać jakichkolwiek oznak przyspieszenia inflacji, które mogłyby oznaczać, że w sierpniu nastąpi kolejna podwyżka, może nawet o więcej niż 25 pkt bazowych - dodaje.
Jeszcze parę miesięcy temu Fed obiecywał zachować "spokój" w prowadzeniu polityki pieniężnej (rynek odbierał to jako zapewnienie, że stopy pozostaną bez zmian). Po obradach w maju pojawiło się słowo "stopniowo" na określenie tempa podwyżek stóp w najbliższej przyszłości. Część ekonomistów przewiduje, że w dzisiejszym komunikacie zastąpi je inny termin, który pozwoli Fedowi na większą elastyczność w podejmowaniu decyzji.