Pod koniec maja tego roku Phillip Green, właściciel m.in. sieci domów handlowych Bhs oraz Arkadia, poinformował, że zamierza przejąć kontrolę nad Marks & Spencer, co w ciągu kilku dni wywindowało" cenę akcji spółki o prawie 30%. Według FSA, najwięcej zarobiła grupa współpracowników Greena, która - znając szczegóły oferty i przewidując reakcję inwestorów - nabyła duże pakiety akcji M&S. Regulatorzy rynku są zdania, że miał wówczas miejsce niedozwolony według przepisów angielskiego prawa finansowego, tzw. insider dealing, tj. sytuacja, kiedy osoby z otoczenia spółki wykorzystują znane sobie (a nie podane jeszcze do publicznej wiadomości), istotne informacje dotyczące firmy.
"Obrót akcjami Marks & Spencer w ciągu ostatnich kilku tygodni będzie zbadany przez nasz wydział śledczy" - czytamy w oficjalnym komunikacie FSA.
Krewni i znajomi...
Jednym z podejrzanych jest nowy (objął posadę 31 maja) prezes Marks & Spencer, a zarazem były współpracownik Phillipa Greena - Stuart Ross. 7 maja za 276 tys. funtów (504 tys. USD) kupił 100 tys. akcji M&S. Jak spekuluje brytyjska prasa - zrobił to za namową właściciela Bhs. W niecały miesiąc później wartość wspomnianej inwestycji wzrosła o ponad 90 tys. funtów. "Jesteśmy przekonani o legalności działań S. Rossa. Firma dołoży wszelkich starań, by pomóc w prowadzeniu śledztwa" - czytamy w oświadczeniu władz M&S. Stuart Ross był już przesłuchiwany przez funkcjonariuszy FSA.
Jeszcze lepszy interes zrobił Tom Hunter, szkocki przedsiębiorca i przyjaciel P. Greena. W połowie kwietnia kupił 375 tys. akcji M&S. Aż 2 mln udziałów w tej spółce, za ponad 2,7 mln funtów, przejął 11 maja Stuart Spencer, prezes Icap, londyńskiej firmy brokerskiej.