Z tych dwóch elementów mocniejsze oddziaływanie miały Chiny. Świadczy o tym słabe zachowanie azjatyckich rynków wschodzących, których gospodarki w dużym stopniu uzależnione są od eksportu do Chin, a także trwająca od początku kwietnia stopniowa zniżka cen towarów. Indeks, opisujący koniunkturę na giełdach tego regionu, obniżył wartość o ponad 12%, natomiast wskaźnik zmiany cen towarów CRB spadł o przeszło 6%. W porównaniu z hossą trwającą przez większość 2003 r. i kulminującą w I kwartale tego roku może nie jest to zniżka aż tak bardzo znacząca. Indeks azjatyckich emerging, markets powrócił do poziomu z końca 2003 r. (w ubiegłym roku zyskał na wartości blisko połowę, licząc w dolarach), zaś towarami handlowano na koniec czerwca po cenach z początku lutego (CRB jest teraz 15% wyżej niż rok temu). Jednak wydaje się, że wystarcza, by mówić o zakończeniu przynajmniej w średnim okresie tendencji rosnącej na rynku towarów i odwróceniu trendu na spadkowy na rynkach wschodzących w Azji. Jest więc prawdopodobne, że ewentualny spadek tempa wzrostu chińskiej gospodarki zostały w dużym stopniu zdyskontowane przez rynki. Natomiast podwyżki stóp procentowych w USA i konsekwencje tego dla gospodarek i rynków finansowych zostały w jakimś stopniu zlekceważone.
Obawy związane z podniesieniem kosztów pieniądza w Stanach Zjednoczonych oddziaływały na inwestorów w pierwszej połowie II kwartału. W tym czasie traciły zarówno indeksy w USA, jak i Ameryce Łacińskiej. Inwestorzy jednak szybko doszli do przekonania, że przynajmniej w początkowej fazie cykl zacieśniania polityki pieniężnej będzie łagodny i w związku z tym nie ma co wyolbrzymiać jego wpływu na koszty finansowania długów publicznych i koniunkturę gospodarczą. To od połowy maja pozwoliło odrobić sporo poniesionych w poprzednich tygodniach strat.
Potwierdza się więc cecha charakterystyczna rynków finansowych, które mają skłonność do przeszacowywania lub niedowartościowywania znaczenia poszczególnych czynników na przyszłe notowania.
Zmiana akcentów
W niedalekiej przyszłości prawdopodobna wydaje się zmiana spojrzenia inwestorów na obie wspomniane kwestie. W odniesieniu do Chin albo powinniśmy zacząć obserwować wyraźne symptomy schładzania się koniunktury gospodarczej, albo być świadkami kolejnych ruchów mających do tego doprowadzić, z pierwszą od ponad 9 lat podwyżką stóp procentowych na czele. W związku z tym inwestorzy zamiast zajmować się potencjalnymi konsekwencjami spadku tempa wzrostu w Chinach, będą obserwować jego rzeczywisty wpływ na światową gospodarkę. Alternatywą jest podniesienie kosztów pieniądza, pociągające za sobą dużą niepewność. Od ostatniej decyzji o zaostrzeniu minęło bardzo dużo czasu, a jednocześnie w tym okresie nastąpiły pokaźne zmiany w strukturze chińskiej gospodarki. Dlatego to, jak funkcjonowałaby ona przy droższym pieniądzu, jest wielką niewiadomą.