Początek roku był bardzo dobry pod względem przychodów z tytułu podatków CIT i VAT. W okresie od stycznia do maja do budżetu wpłynęło 5,785 mld zł z podatku od osób prawnych. To ponad 60% kwoty założonej na cały rok.
W efekcie Ministerstwo Finansów uznało, że w połowie roku deficyt budżetowy nie powinien przekroczyć 45% planu, choć wcześniej zakładało, że będzie to aż 57%. Przypomnijmy, że zgodnie z ustawą budżetową tegoroczny deficyt ma wynieść 45,3 mld zł.
Analitycy zaczęli prognozować, że na koniec roku wpływy budżetowe będą znacząco wyższe niż założone. Mówiono nawet o dodatkowych 6 mld zł. O zmniejszeniu deficytu o kilka miliardów złotych wspominał również wicepremier ds. gospodarczych Jerzy Hausner.
Wczoraj, podczas posiedzenia Komisji Trójstronnej, studził te oczekiwania Andrzej Raczko. Dodatkowo wymienił kilka czynników, które mogą zmniejszyć wpływy. Do budżetu nie trafi w tym roku m.in. 750 mln zł z Agencji Nieruchomości Rolnych. Stosowną ustawę przegłosowano zbyt późno, w efekcie agencja przekaże pieniądze dopiero w 2005 roku. Nowy sposób ściągania podatku VAT, obowiązujący po wejściu Polski do UE, miałby zmniejszyć wpływy o kolejne 800 mln zł. O 150 mln zł mniejsza od założonej ma być także kwota przekazana do budżetu przez NBP.
Czy czerwcowe zmniejszenie przychodów z tytułu CIT oznacza, że polska gospodarka się schładza? - Niekoniecznie - mówi Piotr Bielski z BZ WBK. Niższe wpływy z podatków od firm mogą świadczyć o tym, że zyski przedsiębiorstw się zmniejszają, ponieważ zaczynają one inwestować.