Robert Zoellick, amerykański reprezentant ds. handlu, uważa, że sukces, jaki w ostatnich latach odniósł Airbus, nie upoważnia go już do otrzymywania publicznej pomocy - poinformował "Financial Times". W 1992 roku Stany Zjednoczone zgodziły się, aby europejskie rządy w jednej trzeciej finansowały badania nad budową nowego samolotu. Amerykanie szacują, że przy konstruowaniu wchodzącego właśnie do produkcji największego modelu A380 (konkurenta Boeinga 747), pomoc publiczna dla Airbusa wyniosła aż 4 mld USD. - W 1992 r., gdy Airbus rozpoczynał projekty, taka pomoc była uzasadniona. Teraz takiego uzasadnienia już nie ma - stwierdził R. Zoellick. Europejski koncern wyprzedził niedawno Boeinga, jeśli chodzi o udział w światowym rynku samolotów pasażerskich.
Rzecznik Pascala Lamy, europejskiego komisarza ds. handlu, podkreśliła, że Waszyngton na razie formalnie nie rozpoczął negocjacji z Brukselą. - Dyskutować nad obustronną umową z 1992 roku trzeba. My też możemy mieć podobne zarzuty do Amerykanów - ripostowała.
Politycy w Brukseli uważają, że nie przypadkiem właśnie teraz Amerykanie zgłaszają zastrzeżenia do pomocy dla Airbusa. Administracji prezydenta Busha w roku wyborczym zależy na poparciu Boeinga, który niedawno otrzymał też lukratywny kontrakt na dostawę samolotów dla amerykańskiej armii. Robert Zoellick ostrzegł, że w ostateczności Stany Zjednoczone będą interweniować w Światowej Organizacji Handlu (WTO).