W latach 1995-2002 bezpośrednie inwestycje zagraniczne w Polsce wyniosły 46 mld USD. Niewiele mniej kapitału przyciągnęły dużo mniejsze od nas Czechy - wyliczyli ekonomiści z BCG.

Ich zdaniem, Polska ma szanse stać się centrum produkcyjnym dla firm z Europy Zachodniej. Dlaczego? - Bo koszty produkcji są u nas o 30%, a koszty pracy 4-10 razy niższe - mówi Jarosław Kosiński z BCG. Jego zdaniem, w niektórych branżach jesteśmy nawet bardziej konkurencyjni niż Chiny. Dotyczy to m.in. produkcji opon, sprzętu AGD, wyrobów metalowych czy mebli. Jeżeli się na nich skupimy, w najbliższych latach możemy przyciągnąć inwestycje o wartości 30 mld euro. Dzięki temu będzie mogło powstać ponad 100 tys. miejsc pracy. Nie powinniśmy natomiast walczyć o inwestorów z branż: elektronicznej, komputerowej oraz o producentów telewizorów i sprzętu sportowego. W tych obszarach bowiem nie mamy szans konkurować z Chinami.

Według Roberta Maciejko, szefa warszawskiego oddziału BCG, rząd Polski nie ma dobrej strategii w walce o inwestorów. Porównuje to do sytuacji, jaka miała miejsce w pierwszych dwóch miesiącach członkostwa Polski w Unii Europejskiej. - Nagle okazało się, że na rynku unijnym jest ogromny popyt na polskie mięso i owoce - mówi R. Maciejko. Jego zdaniem, gdyby była to przemyślana strategia Polski, a nie przypadek, korzyści dla naszych producentów byłyby dużo większe.