Względna stabilizacja cen polskich akcji w ostatnich tygodniach, w połączeniu ze znaczącym osłabieniem kursu dolara względem złotego spowodowała, że wartość WIG wyrażona w USD osiągnęła w lipcu nowe 10-letnie maksimum (15,5% powyżej szczytu z 2000 roku, 9,8% powyżej szczytu z 1997 roku i 30,7% poniżej szczytu z marca 94). Skala wzmocnienia złotego, które nastąpiło w okresie ostatnich tygodni, mogła być zaskoczeniem, szczególnie że miało ono miejsce w okresie, w którym zachowanie rynku kapitałowego raczej nie sugerowało zmasowanego napływu kapitału zagranicznego (a wręcz przeciwnie). Domniemany wzrost atrakcyjności lokat złotowych spowodowany wzrostem stóp procentowych - podawany jako przyczyna tego umocnienia - raczej nie przekonuje w świetle najniższych od 1996 roku realnych stóp procentowych. Był - bo chyba nie należy mu wróżyć dalszego ciągu - to ruch złotego w górę najsilniejszy od okresu październik 2000-czerwiec 2001 (tyle, że wtedy towarzyszył początkowi hossy na rynku obligacji, a lokaty krótkoterminowe dawały realnie ponad 10%). Jeśli zależności z przeszłości pozostaną aktualne, to ta rozpoczęta w kwietniu aprecjacja złotego, zacznie działać hamująco na dynamikę wskaźników inflacji (czyli pozytywnie na rynek obligacji) i produkcji przemysłowej (czyli negatywnie na rynek akcji) z wynoszącym mniej więcej 3 kwartały opóźnieniem. Do tego czasu lęki inflacyjne powinny wisieć nad rynkiem obligacji oraz RPP, która - podobnie jak FED - wydaje się pozostawać zdecydowanie w tyle za wzrostowym trendem wskaźników inflacji.
Sądzę, że silne sezonowe spadki cen akcji na głównych rynkach, nastąpią dopiero w okolicach października, a od lipca do września indeksy powinny pozostawać w obrębie tegorocznych trendów bocznych. W perspektywie najbliższych kilku dni prawdopodobne wydaje się "postraszenie" nowymi minimami przez S&P 500 i Nasdaq. Kwestia, czy nasz rynek obciążony rychłą perspektywą wartych 7-8 mld zł nowych ofert akcji, będzie w stanie uczestniczyć w ewentualnych letnich zwyżkach na świecie, pozostaje otwarta.