"Przepychanie" przez Sejm kolejnych projektów, które dają budżetowe oszczędności, idzie wolniej, niż jeszcze kilka miesięcy temu zakładał wicepremier Jerzy Hausner. Jednak to nie z powodu tempa prac sejmowych program reformy finansów publicznych wydaje się zagrożony. Kłopotem jest przede wszystkim to, że równolegle z uregulowaniami, które dają oszczędności, zgłaszane są kolejne pomysły, prowadzące do wzrostu wydatków budżetowych. W ustawie o waloryzacji znalazły się przepisy, likwidujące tzw. stary portfel emerytalno-rentowy. Lewicowi politycy forsują ponadto podniesienie kwoty wolnej od podatku, podwyższenie dodatków mieszkaniowych dla najuboższych, stworzenie funduszu stypendialnego dla studentów i uczniów czy refundowanie składek na ZUS dla części przedsiębiorców. Minister polityki społecznej Krzysztof Pater zapowiedział w piątek, że jeśli sejmowa komisja odrzuci zapisy zrównujące wiek emerytalny kobiet i mężczyzn, rząd nie będzie ich zgłaszał w II czytaniu projektu ustawy.
Minister Pater, który w rządzie Marka Belki odpowiada za większość projektów dotyczących reformy finansów publicznych, nie potrafi dokładnie określić, jakie oszczędności dadzą te ustawy, które mają dopiero trafić pod obrady Sejmu. Przypomnijmy, że pierwotnie redukcja wydatków socjalnych miała wynieść 34 mld zł, pod koniec czerwca już tylko 29,4 mld zł. Z naszych wyliczeń wynika, że najważniejsze ustawy, jakie zostały przyjęte do tej pory, dadzą oszczędności przekraczające nieco 10 mld zł.