Akcje właściciela sieci sklepów House zadebiutowały na GPW na początku lipca przy bardzo mizernych obrotach. Właściciela zmieniło wtedy tylko 45 walorów. Średni wolumen na sesji w ostatnich dwóch tygodniach wynosi niecałe 2 tys. sztuk. Wczoraj wzrosło zainteresowanie spółką. Z rąk do rąk przeszło prawie 110 tys. papierów, co stanowi około 2,5% kapitału. Obroty wyniosły 4,7 mln zł.
Akcje sprzedawali inwestorzy instytucjonalni, którzy kupili 1,1 mln walorów w publicznej ofercie (cena wynosiła 19 zł). "Starzy" akcjonariusze, którzy teraz posiadają 70% papierów spółki, zadeklarowali podczas emisji, że nie sprzedadzą papierów przez 18 miesięcy od dnia debiutu. Na to, że walorami handlowali "duzi" inwestorzy, wskazuje także mała liczba transakcji (43). Wolumen największych wyniósł 27-28 tys. papierów.
Duża podaż spotkała się z jeszcze większym popytem. Wczoraj akcje Artmana wzrosły prawie o 7% do 22 zł. - Nie ma szczególnych sygnałów do takiego wzrostu - mówi Krzysztof Bajołek, prezes Artmana. Z jego zapowiedzi wynika, że spółka nie zachwyci wynikami za II kwartał. - Zawiniła przede wszystkim pogoda. Sezon wiosenno-letni nie był zbyt ciepły. Odczuje to zapewne większość spółek z branży. Taka sytuacja powoduje, że szybciej niż zwykle trzeba organizować wyprzedaże, co negatywnie przekłada się na wartość przychodów i wynik netto - twierdzi K. Bajołek.
Prezes zapowiada, że druga połowa roku powinna być lepsza. - To specyfika całej branży, a także naszej firmy. Ponadto oferta Artmana bardziej zorientowana jest na jesień i zimę - mówi K. Bajołek.
Prezes poinformował, że prognoza wyników finansowych na ten rok nie jest zagrożona. Przychody mają wynieść 109 mln zł i będą wyższe o 25% w porównaniu z ubiegłorocznymi. Zysk netto zgodnie z planami zarządu ma wzrosnąć z 1,2 mln zł w 2003 r. do 6 mln zł w roku bieżącym.