Przed zwolnieniami chronieni są nieporównywalnie gorzej, niż pracujący w cywilizowanym świecie. Negatywnym bohaterem tej opowieści jest Wielka Brytania. Taka liberalna... A może właśnie dlatego, że liberalna? Ale też otwarty i elastyczny rynek to wielka siła jej gospodarki w walce na światowych rynkach. Bezrobocie nad Tamizą - choć ostatnio wzrosło - wynosi tylko 4,8%.
W konsekwencji większa niż w Zjednoczonym Królestwie dowolność w zwalnianiu z pracy jest tylko w USA. Brytyjczyk pracuje w roku przeciętnie 1673 godziny (32 godziny 10 minut w tygodniu), Francuz 1453 godziny, Niemiec 1446 godzin, Holender 1354 godziny. Statystyka wskazuje, że Brytyjczycy pracują i tak krócej o 7% niż... 30 lat temu. Tymczasem w USA, Kanadzie i Nowej Zelandii ludzie pracują dłużej o 20%.
Z Polski od lat i tak do pracy na szeroko rozumianym Zachodzie wyjeżdża bardzo wielu rodaków. Nie przeraża ich, że w USA haruje się rocznie przeciętnie 1792 godziny, w Australii 1814 godzin. Nie przeraża ich, w Polsce bowiem pracuje się 1956 godzin w roku! 600 godzin więcej niż w Holandii, a zarobki nieporównywalne... Nikt z Polski nie wybiera jednak raju w Korei Południowej - tam pracuje się 2390 godzin w roku (niemal 46 godzin tygodniowo). Pracować długo, nie znaczy zawsze pracować dobrze i wydajnie - to inna sprawa.
OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) raportuje, że w najbliższych dwóch latach wśród jej członków będzie rosnąć zatrudnienie i liczba ludzi bez pracy lekko zmniejszy się z obecnych 36 mln osób. Eksperci OECD obawiają się jednak, że nowe stanowiska będą oferowane na kiepskich warunkach (np. praca czasowa, pół etatu). Znają tę piosenkę wszyscy w Europie, także Polacy - najlepiej jednak Hiszpanie. Nikt chętniej niż tamtejsi pracodawcy nie zwalnia na dzień przed końcem czasowej umowy.