Greenspan przez dwa dni składał w Kongresie sprawozdanie o stanie amerykańskiej gospodarki i odpowiadał na pytania senatorów i kongresmanów. We wtorek pojawił się przed senacką Komisją Bankowości, w środę - przed Komisją Usług Finansowych Izby Reprezentantów.
Prezes Fed wydał amerykańskiej gospodarce niezłą cenzurkę, dając do zrozumienia, że kilka słabszych raportów makroekonomicznych ogłoszonych w czerwcu było jedynie zjawiskiem przejściowym. W ubiegłym miesiącu zanotowano spadek wydatków konsumentów, obniżyła się sprzedaż samochodów, wzrosły także niebezpiecznie wskaźniki cen produkcji i detalicznych. Jednak już prognozy na lipiec są dużo bardziej obiecujące - sugerował Greenspan. - Wzrost gospodarczy przyspieszył, co zaowocowało znacznym wzrostem zatrudnienia - mówił szef Fedu. Jego zdaniem, presja inflacyjna w czerwcu się zwiększyła, ale było to wynikiem "przejściowych czynników", takich jak wzrost cen ropy naftowej.
Niemniej jednak Fed jest zdecydowany nadal systematycznie podwyższać stopy procentowe do "normalnego" poziomu - sugerował Greenspan, oddalając tym samym spekulacje Wall Street, że czerwcowe osłabienie koniunktury przyhamuje tempo podnoszenia oprocentowania przez bank centralny. Według prezesa Fedu, istnieją obecnie dwa możliwe scenariusze. Przy braku presji inflacyjnej władze regulacyjne będą w wyważony sposób zaostrzać politykę monetarną. Jeśli jednak ceny zaczną rosnąć, Fed przyspieszy podwyżki.
30 czerwca Komitet Otwartego Rynku Rezerwy Federalnej podwyższył, po raz pierwszy od czterech lat, podstawową stopę funduszy federalnych, o 25 punktów bazowych do 1,25%. Zdaniem ekonomistów z Wall Street, to dopiero początek. Jeśli gospodarka USA będzie się nadal rozwijać w tempie podobnym do obecnego, stopy będą rosły stopniowo, do "normalnego" poziomu 3-4%.