Izba nie potrafiła ustalić, ile służby celne zarabiają na sprzedaży zabranych przemytnikom towarów, a ile kosztuje fizyczna likwidacja części kontrabandy. Kontrola, jaką NIK przeprowadził w 2003 roku w sześciu Izbach Celnych wykazała, że resort finansów nie ma pojęcia, co się dzieje ze skonfiskowanymi produktami.
Gdzie są te dochody?
NIK uważa, że jest to powód do niepokoju, ponieważ - teoretycznie - państwo powinno na sprzedaży przechwyconych rzeczy zarabiać. - Tymczasem widzimy, że tak być nie musi. Towary w momencie konfiskaty i kierowania do magazynów są wyceniane wysoko, co jest dowodem na efektywność służb celnych. Niestety, te same rzeczy są potem sprzedawane po znacznie niższych cenach - tłumaczy Paweł Banaś, dyrektor Departamentu Gospodarki, Skarbu Państwa i Prywatyzacji NIK. Jak wykazali kontrolerzy, przychody ze sprzedaży skonfiskowanych towarów stanowiły średnio kilka procent ich wartości szacowanej na początku, co wskazywałoby na korupcję. Celnicy się bronią: - Musimy długo czekać na orzeczenia sądów o przepadku mienia na rzecz Skarbu Państwa. A towary tracą na wartości - wyjaśnia Mariusz Kowalczuk, rzecznik prasowy Izby Celnej w Białymstoku.
Dokumentów brak
Celnicy mają także swoje racje. W przypadku najczęściej przechwytywanych produktów - papierosów i alkoholu - Izby Celne muszą przeprowadzić własnym sumptem badania jakościowe, zanim wystawią towar na sprzedaż. Jeżeli okazałoby się, że produkt nie spełnia norm, jest likwidowany również na koszt służb celnych. W zbadanych Izbach koszty niszczenia wyniosły 5,7 mln zł, a przychody netto ze sprzedaży 22,4 mln zł. Problem w tym, że są to wartości szacunkowe. NIK nie otrzymał bowiem od Izb kompletnej dokumentacji.