"Obecnie spółka podejmuje wszelkie wysiłki zmierzające do jak najszybszej spłaty zadłużenia" - podał Jukos wczoraj w oświadczeniu. "Jeśli nie przyniosą one pożądanego rezultatu i Jugansknieftiegaz zostanie sprzedany, zarząd będzie zmuszony ogłosić bankructwo koncernu" - czytamy dalej. Według analityków Goldman Sachs, Jugansknieftiegaz, który odpowiada za 60% wydobycia i 70% złóż ropy naftowej Jukosu, jest wart ok. 20 mld USD. Organy podatkowe nie mają jednak obowiązku ogłaszać licytacji i mogą go sprzedać - np. którejś z firm kontrolowanych przez państwo bądź zaufanych ludzi Kremla - za ułamek wartości.
11 listów bez odpowiedzi
Kłopoty Jukosu biorą się z 3,4 mld USD niezapłaconych podatków za 2000 r., których natychmiastowej spłaty dochodzą rosyjskie władze skarbowe. Koncern nie ma takiej gotówki, a zamrożonych decyzją sądu aktywów nie może sprzedać. Według wczorajszych zapewnień, do końca lipca Jukos odda fiskusowi 1,3 mld USD.
W zamian za umorzenie zobowiązań firma proponowała m.in. należący do niej 35-proc. pakiet akcji naftowej kompanii Sibnieft (piąta w kraju pod względem wydobycia ropy), prosiła o rozłożenie płatności na trzy lata. - Cały czas próbujemy dojść, co moglibyśmy władzom zaproponować - stwierdził wczoraj dyrektor generalny Steven Theede. - Nie jesteśmy pewni, czego chcą - dodał. Przedstawiciele zarządu naftowego giganta przez ostatnie sześć tygodni wysłali łącznie 11 listów do reprezentantów rosyjskich władz - wszystkie pozostały bez odpowiedzi.
Bankructwo rozwiązaniem?