Reklama

Swoboda po dziurki w nosie

Nasz rząd ma zwyczaj używania pewnych określeń zupełnie niezgodnie z ich znaczeniem. Ministerstwo pracy zajmuje się bezrobotnymi. Ministerstwo gospodarki więcej czasu traci na rozmowy ze związkowcami niż przeznacza na zajmowanie się gospodarką

Publikacja: 23.07.2004 08:44

No i mamy już ustawę o swobodzie gospodarczej. Teraz - jeśli wierzyć jej autorom - wzrost gospodarczy i zadowolenie społeczeństwa będą rosnąć tak szybko i panować tak długo, że do końca dekady będą nam przewodzili premier Marek Belka, wicepremier Jerzy Hausner oraz SLD (bo SdPl jakoś nie może przekroczyć 5-proc. progu).

Co prawda, w ten świetlany scenariusz zdają się wątpić posłowie PO, bo zapowiedzieli już, że spora część przepisów o swobodzie gospodarczej zostanie poprawiona i ulepszona, gdy tylko PO wygra wybory. To oznaczałoby, że przedstawiciele PO nie mają aż tak dobrej opinii o nowych przepisach, jak ich twórcy.

Zapowiedź posłów Platformy nie jest - wbrew pozorom - dobrą informacją dla przedsiębiorców. I tak muszą oni znać sporo ustaw, aby poradzić sobie w biznesie - od ustaw podatkowych i o kontroli skarbowej zaczynając. Teraz będą musieli wkuć na pamięć kolejne dwie ustawy - o swobodzie oraz swobodę wprowadzającą. Tymczasem okazuje się, że za rok, dwa będą musieli tych nowych ustaw uczyć się od nowa. Nic dziwnego, że ludzie coraz bardziej stronią od prowadzenia biznesu, skoro trzeba wkuwać więcej niż na lekcjach chemii i fizyki razem wziętych.

Ale mnie w tym wszystkim zastanawia co innego. Do tej pory wydawało mi się, że swoboda jest tam, gdzie NIE MA przepisów. Czyli o wiele swobodniej czuję się na drodze przebiegającej przez należącą do mnie ziemię, niż na ulicy Marszałkowskiej w Warszawie. Dlaczego? Bo więcej przepisów reguluje sposób zachowania się i poruszania na Marszałkowskiej niż na moim podwórku.

Równie naiwnie myślałem o biznesie - że swobodę gospodarczą ma się wtedy, gdy przepisów jest jak najmniej. Czyli - gdy mogę dowolnie kształtować swoje stosunki z kontrahentami i klientami i gdy nie mam na karku ciągle jakichś reguł, przepisów i urzędów. Zgodnie ze starą zasadą - co nie jest zabronione, jest dozwolone.

Reklama
Reklama

Tymczasem okazuje się, że jest zupełnie inaczej - dozwolone jest co, to jest dozwolone. Swobodę daje ustawa, a brak ustawy - zamyka drogę.

Ktoś powie, że czepiam się ustawy, która jest dla przedsiębiorców korzystna. Być może będzie ona korzystna, ale żeby to sprawdzić, trzeba poczekać aż wejdzie w życie i zacznie działać. Poza tym nasz rząd ma generalnie zwyczaj używania pewnych określeń zupełnie niezgodnie z ich znaczeniem. Wiadomo przecież, że ministerstwo pracy zajmuje się bezrobotnymi. Ministerstwo gospodarki więcej czasu traci na rozmowy ze związkowcami, niż przeznacza na zajmowanie się gospodarką. Biorąc pod uwagę ten zwyczaj, wkrótce okaże się, że ustawa o swobodzie de facto jest ustawą o zakazach, licencjach itd. A ponieważ od wielu lat liczba i zakazów, i licencji rośnie, za jakiś czas wszyscy tej swobody będą mieć po dziurki w nosie. Możliwe, że ktoś wówczas napisze prawdziwą ustawę o swobodzie gospodarczej. Będzie ona brzmieć: "Z dniem (tu wstawić datę) przestają obowiązywać następujące ustawy..."

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama