W walce z korporacyjną przestępczością nie oszczędzał Pan nikogo. W ostatnich latach przedstawił Pan różnego rodzaju zarzuty wielu wielkim bankom inwestycyjnym. Od jesieni ubiegłego roku prowadzi Pan walkę o przestrzeganie zasad fair play w funduszach inwestycyjnych. Ciąga Pan po sądach byłego szefa giełdy - Richarda Grasso - za wyśrubowanie własnych zarobków do astronomicznych sum. Czy dla tych wszystkich spraw można znaleźć wspólny mianownik?
W tych wszystkich sprawach istnieje oczywiście wspólna logika, która powinna być zrozumiała dla wszystkich, niezależnie od tego, czy się zgadzają z tym, co robię, czy też nie. Polega ona na tym, że dla sprawnego funkcjonowania rynków potrzebne są: przejrzystość, integralność i poszanowanie podstawowych zasad. Wszystkie sprawy o dużym znaczeniu - o których pisali dziennikarze w ostatnich latach - były prowadzone właśnie z tą myślą, aby zapobiec sytuacjom, gdy zwykli inwestorzy musieli uczestniczyć w grze rynkowej bez dostępu do podstawowych informacji. Chcemy przywrócić relacje oparte na zaufaniu, na jawności przepływu informacji, dążąc do tego, aby na końcu tej drogi mieć rynek kapitałowy, który po prostu lepiej funkcjonuje.
Czy nie grozi to jednak nadmiarem rządowych regulacji?
Nie chodzi o rynek, w który rząd powinien nadmiernie ingerować. Nie chodzi też o eliminację giełdowego ryzyka. Wręcz odwrotnie - robimy wysiłki, aby rynek był jak najbardziej żywy i dynamiczny, jak tylko jest to możliwe. Pracujemy jednak nad tym, aby funkcjonował przy właściwym przepływie informacji. Patrząc wstecz na sprawy, które wzbudziły spore zainteresowanie - myślę o dochodzeniach w sprawie jakości analiz przedstawianych przez banki inwestycyjne, zapoczątkowanych w kwietniu 2002 roku - można powiedzieć, że wynegocjowane porozumienia doskonale się sprawdziły. Jakość publikowanych rekomendacji jest znacznie lepsza. Wysiłki, aby uwolnić działy zajmujące się badaniem spółek i analizami spod presji działów obsługujących inwestorów przyniosły wymierne sukcesy. Niektóre regulacje wprowadzone w rezultacie dochodzeń sam muszę uznać za uciążliwe, ale końcowy wynik jest zdecydowanie pozytywny.
Kwestia funduszy inwestycyjnych stała się ostatnio epicentrum dyskusji toczonej w ciągu ostatnich kilku lat. Opinia publiczna dowiedziała się o niej 3 września ubiegłego roku, kiedy ogłosiliśmy zawarcie ugody z Canary (wielkim funduszem hedgingowym - przyp. T.D.). Potem nastąpiła prawdziwa lawina innych dochodzeń i oskarżeń, z których wiele zostało już rozwiązanych polubownie. Prawdę mówiąc, straciłem już rachubę, ile dochodzeń prowadzimy obecnie i ile zawarliśmy porozumień. Pewne jest jednak, że do inwestorów trafi łącznie 2,4 miliarda dolarów. I jest to dopiero początek. Mówimy więc o znaczącej kwocie, która zostanie zwrócona w wyniku ujawnienia nieuczciwych praktyk funduszy inwestycyjnych.