Reklama

Rynkom potrzeba przejr zystości

Z Eliotem Spitzerem, prokuratorem stanu Nowy Jork, rozmawia Tomasz Deptuła

Publikacja: 24.07.2004 08:40

W walce z korporacyjną przestępczością nie oszczędzał Pan nikogo. W ostatnich latach przedstawił Pan różnego rodzaju zarzuty wielu wielkim bankom inwestycyjnym. Od jesieni ubiegłego roku prowadzi Pan walkę o przestrzeganie zasad fair play w funduszach inwestycyjnych. Ciąga Pan po sądach byłego szefa giełdy - Richarda Grasso - za wyśrubowanie własnych zarobków do astronomicznych sum. Czy dla tych wszystkich spraw można znaleźć wspólny mianownik?

W tych wszystkich sprawach istnieje oczywiście wspólna logika, która powinna być zrozumiała dla wszystkich, niezależnie od tego, czy się zgadzają z tym, co robię, czy też nie. Polega ona na tym, że dla sprawnego funkcjonowania rynków potrzebne są: przejrzystość, integralność i poszanowanie podstawowych zasad. Wszystkie sprawy o dużym znaczeniu - o których pisali dziennikarze w ostatnich latach - były prowadzone właśnie z tą myślą, aby zapobiec sytuacjom, gdy zwykli inwestorzy musieli uczestniczyć w grze rynkowej bez dostępu do podstawowych informacji. Chcemy przywrócić relacje oparte na zaufaniu, na jawności przepływu informacji, dążąc do tego, aby na końcu tej drogi mieć rynek kapitałowy, który po prostu lepiej funkcjonuje.

Czy nie grozi to jednak nadmiarem rządowych regulacji?

Nie chodzi o rynek, w który rząd powinien nadmiernie ingerować. Nie chodzi też o eliminację giełdowego ryzyka. Wręcz odwrotnie - robimy wysiłki, aby rynek był jak najbardziej żywy i dynamiczny, jak tylko jest to możliwe. Pracujemy jednak nad tym, aby funkcjonował przy właściwym przepływie informacji. Patrząc wstecz na sprawy, które wzbudziły spore zainteresowanie - myślę o dochodzeniach w sprawie jakości analiz przedstawianych przez banki inwestycyjne, zapoczątkowanych w kwietniu 2002 roku - można powiedzieć, że wynegocjowane porozumienia doskonale się sprawdziły. Jakość publikowanych rekomendacji jest znacznie lepsza. Wysiłki, aby uwolnić działy zajmujące się badaniem spółek i analizami spod presji działów obsługujących inwestorów przyniosły wymierne sukcesy. Niektóre regulacje wprowadzone w rezultacie dochodzeń sam muszę uznać za uciążliwe, ale końcowy wynik jest zdecydowanie pozytywny.

Kwestia funduszy inwestycyjnych stała się ostatnio epicentrum dyskusji toczonej w ciągu ostatnich kilku lat. Opinia publiczna dowiedziała się o niej 3 września ubiegłego roku, kiedy ogłosiliśmy zawarcie ugody z Canary (wielkim funduszem hedgingowym - przyp. T.D.). Potem nastąpiła prawdziwa lawina innych dochodzeń i oskarżeń, z których wiele zostało już rozwiązanych polubownie. Prawdę mówiąc, straciłem już rachubę, ile dochodzeń prowadzimy obecnie i ile zawarliśmy porozumień. Pewne jest jednak, że do inwestorów trafi łącznie 2,4 miliarda dolarów. I jest to dopiero początek. Mówimy więc o znaczącej kwocie, która zostanie zwrócona w wyniku ujawnienia nieuczciwych praktyk funduszy inwestycyjnych.

Reklama
Reklama

Czy rzeczywiście nadużycia w funduszach były tak powszechne?

W czerwcu ubiegłego roku do biura prokuratora generalnego zgłosiła się Noreen Harrington, która jako pierwsza opowiedziała nam o całej serii naruszeń przepisów i innych machinacji prowadzonych w funduszach powierniczych. Mimo że była bardzo wiarygodna, żaden z nas nie mógł uwierzyć w to, co mówiła. Skala naruszania podstawowych zobowiązań funduszy była przerażająca. I wszystko, o czym mówiła Harrington, okazało się prawdą. Niemal każdego dnia pojawiają się informacje o kolejnej, nowej rodzinie funduszy inwestycyjnych, objętej dochodzeniem. Tymczasem jeszcze niedawno utrzymywano, że fundusze są najmniej skażonym skandalami segmentem Wall Street. Dziś trudno myśleć o powrocie do zjazdów przedstawicieli funduszy, podczas których mówiono głośno: "Jesteśmy czyści jak świeży śnieg". Jeśli ktoś głośno deklaruje swoją niewinność i powtarza to bez przerwy, to coś się za tym musi kryć - to jedna z rzeczy, jakich się nauczyłem w ostatnich latach jako prokurator.Do afery funduszowej podeszliśmy jako do klasycznego przypadku naruszenia statutowych obowiązków wobec inwestorów. Ten sektor jest szczególnie ważny, ponieważ stanowi kapitałowy rezerwuar klasy średniej - ludzi, którzy ostrożnie inwestują zaoszczędzane co tydzień 50 dolarów. To nie milionerzy z funduszy hedgingowych, czy prywatni klienci wielkich banków inwestycyjnych - fundusze operują pieniędzmi ludzi, którzy próbują się wspinać po drabinie społecznej, starą, tradycyjną drogą. W tym przypadku wykryliśmy, że ci, którzy byli odpowiedzialni za ten kapitał, w sposób świadomy zaczęli pozbawiać zysków osób wobec których podjęli zobowiązania. Zezwalali wybranym na modyfikowanie zleceń już po godzinach zamknięcia giełdy.

Głośno domaga się Pan zmian strukturalnych w zarządach funduszy. Federalna Komisja Papierów Wartościowych i Giełd uznała Pana argumenty i wprowadziła przepisy dotyczące zmian. Dlaczego reforma pracy zarządów ma takie znaczenie?

Te wszystkie skandale korporacyjne w ostatnich latach łączy kompromitacja zarządów spółek finansowych. W przypadku funduszy powierniczych nieudolność zarządów ma chyba najgorsze skutki. Rady, które powinny reprezentować interesy inwestorów, często przekazują władzę kierownictwu spółek, które zajmują się nakładaniem opłat.

Czy udało się zwiększyć budżet prokuratury generalnej po tylu wygranych sprawach i milionach dolarów zasądzonych odszkodowań?

Odpowiedź na pytanie brzmi "nie" i bardzo się cieszę z tego, że tak się dzieje. Nie uważam, żeby instytucja rządowa miała pracować za pieniądze uzyskane z grzywien. Nie jesteśmy łowcami głów. Pieniądze, które uzykaliśmy z odszkodowań dla stanu Nowy Jork, nie miały żadnego wpływu na budżet biura Prokuratora Generalnego. Zatrudniamy ogółem 600 prawników. Z tej liczby około 150 walczy o odszkodowania w sprawach takich jak ochrona środowiska, prawo pracy, prawa obywatelskie czy kwestie bezpieczeństwa. Tylko piętnastu, zajmuje się sprawami z Wall Street.

Reklama
Reklama

Jak piętnastu prawników może prowadzić tyle procesów?

Pracujemy bardzo ciężko. Wybieramy tylko właściwe sprawy, w których chodzi o załatwienie poważnych problemów. Nie jesteśmy w stanie poprowadzić wszystkich spraw konfliktu interesów wśród analityków i nadużyć w funduszach powierniczych. Chcemy naświetlić problem, a ci, którzy dysponują większym personelem i środkami, jak na przykład Komisja Papierów Wartościowych i Giełd, poprowadzą takie sprawy dalej. Krótko mówiąc - rolą mojego biura jest znalezienie spraw, które powinny być ujawnione, a potem zajęcie się kolejnymi problemami. Nie myślimy o spółkach jako o nowojorskich, nienowojorskich, europejskich, czy azjatyckich. Patrzymy na problemy całego rynku i - nie chcę tu zabrzmieć jako klasyczny nowojorczyk - ponieważ to jest właśnie Nowy Jork. I jestem zadowolony, że praktycznie każda wielka spółka musi tu być obecna. To także oznacza, że jeżeli ktoś chce prowadzić interesy na tym rynku i będzie to robić w niewłaściwy sposób, musi zdawać sobie sprawę z tego, że będziemy interweniować. Tak było w przypadku farmaceutycznego koncernu Glaxo. Nie zajęliśmy się nim dlatego, że była to spółka europejska, ale dlatego, że pojawiły się problemy z lekiem tej firmy - Paxilem.

Fundusze inwestycyjne, analitycy, spółki farmaceutyczne... Tym wszystkim powinien zajmować się przede wszystkim rząd federalny, a nie stan Nowy Jork, którego jest Pan prokuratorem. Dlaczego się Pan tym zajmuje?

Odpowiedź jest zawsze jedna: jeśli Waszyngton by się tym zajmował, to dalibyśmy sobie z tym spokój. Ale jeśli federalny aparat regulacyjny zawodzi i pojawiają się strukturalne problemy o takiej skali, to nie zrezygnujemy ze skorzystania z naszej jurysdykcji, aby je rozwiązać.

Czy jest Pan usatysfakcjonowany rozdziałem między działami inwestycyjnymi a działami analiz w domach maklerskich? Czy drobni inwestorzy mogą już zaufać systemowi?

Nie chcę składać definitywnych deklaracji, ale na pewno sprawy się mają lepiej niż dwa, trzy lata temu. Na pewno zrobiliśmy wiele w celu wyeliminowania konfliktu interesów. Sprawy z ostatnich lat pokazały, jakie problemy wywołało tworzenie nowych konglomeratów finansowych, gdzie pod jednym dachem znalazło się wiele rodzajów usług finasnowych. W tej sprawie prowadzimy wciąż kilka interesujących dochodzeń, ale rozdzielenie pewnych działów poprawiło sytuację na rynku. Zawsze powtarzam inwestorom, że chodzi o ich własne pieniądze. Inwestorzy wciąż jednak powinni zachować ostrożność i umiejętność zadawania trudnych pytań, zanim dadzą komukolwiek prawo do inwestowania pieniędzy w ich imieniu. Jeśli ktoś mówi, że zainwestuje za nas nasze pieniądze, to trzeba pamiętać, że będzie chciał zarobić na opłatach za transakcje albo na udziałach z zysku swojej firmy. Warto więc zawsze samemu dowiedzieć się, jaka jest struktura wynagrodzeń w domu maklerskim, jak przedstawia się sprawa jakości dokonywanych analiz i w jaki sposób weryfikowane są rzeczywiste wyniki finansowe doradców czy maklerów.

Reklama
Reklama

Jeśli spojrzymy na systemy ekonomiczne na całym świecie to można zauważyć, że skandale finansowe, korupcja, czarny rynek wydają się nieuniknionym elementem gospodarek, a czasem wręcz je ożywiają. Czy Pana urząd w stanie Nowy Jork bierze w ogóle ten czynnik pod uwagę?

Praca ludzi na moim stanowisku czy na innych pozycjach w organach ścigania polega na walce z korupcją. Oczywiście, istnieje związek między okresami ożywienia na rynkach a wzrostem zjawiska nadużyć. Ale nie mogę zgodzić się z tezą, że afery są zdrowe dla systemu. Nie sądzę, żeby w jakikolwiek sposób pomagały komukolwiek. Mogę znaleźć na to argumenty - na przykład w okresie technologicznej hossy nastąpiło niewybaczalne przesunięcie kapitału do jednego sektora. Innymi słowy - co zresztą powinni potwierdzić ekonomiści - jeśli nawet doszło do wybuchu powszechnego entuzjazmu często wywołanego nadużyciami giełdowymi, to po kryzysie nie można było wykorzystać kapitału ulokowanego w newralgicznym sektorze w innych segmentach gospodarki, takich jak na przykład motoryzacja, hutnictwo czy linie lotnicze. Dlaczego? Ponieważ nie było popytu na kapitał w tych sektorach. Nie zgadzam się więc, że nielegalność w jakikolwiek sposób pomaga. Czy afery będą wybuchać zawsze? Oczywiście. To dlatego ludzie zawsze mnie pytają, czy udało mi się wykorzenić jakieś zjawisko. Odpowiedź brzmi: z pewnością nie. Zawsze będą jakieś nieregularności i nadużycia. Za 20-30 lat może pojawić się z jakichś innych powodów kryzys związany z wirtualną księgowością. Zapewne powody i motywacje będą inne, ale temat pozostanie ten sam. I ktoś, kto będzie na moim miejscu za 20 lat, będzie prowadził podobne sprawy i odpowiadał na podobne pytania.

Nie chce Pan mówić zbyt wiele o sprawie Richarda Grasso, którego skarży Pan o manipulowanie zarządem giełdy i zawyżenie zarobków. Grasso złożył wniosek o przeniesienie sprawy z sądu stanowego do federalnego. Czy będzie to dla niego korzystne?

Zawsze waham się, czy komentować motywy działania drugiej strony. Trudno mi więc orzec, dlaczego Grasso zdecydował się na taki krok. W najbliższym czasie postaramy się odpowiedzieć na ten wniosek i przedstawić argumenty za przeprowadzeniem procesu w sądzie stanowym. Sędzia federalny Jerry Lynch podejmie autonomiczną decyzję w tej sprawie. To wyłącznie jego kompetencje. Jeśli jednak nasz wniosek zostanie uwzględniony, wrócimy do sądu stanowego i tutaj nasze dowody są bardzo przekonywające. Mam więc zamiar doprowadzić tę sprawę do końca. Spędziłem wiele miesięcy, próbując załatwić ją w sposób polubowny. Nie udało się. Robimy więc to co prawnicy powinni robić.

Mówił Pan przed chwilą o kimś, kto będzie wykonywał Pańską pracą za 20 lat. A co Pan będzie robić za 20 lat? Czy może coś Pan powiedzieć o planach politycznych i skomentować zarzuty wysunięte przez Dicka Grasso, że mógł Pan oskarżyć w sprawie nowojorskiej giełdy więcej osób, ale nie zrobił Pan tego, obawiając się utraty poparcia partii demokratycznej?

Reklama
Reklama

Odpowiedź na pytanie, co będę chciał zrobić za 20 lat, jest prosta. Będę chciał doskonalić grę w tenisa. Mój backhand był kiedyś dużo lepszy. Wróćmy jednak do sprawy Grasso. Już mówiłem, że dość niechętnie komentuję motywy postępowania drugiej strony. Ale Grasso się myli. W przypadku giełdy NYSE przeprowadziliśmy linię podziału między tymi, którzy wprowadzali w błąd członków zarządu, i te osoby zostały przez nas pozwane na drodze cywilnej. Z drugiej strony są ci, którzy otrzymali błędne informacje i na ich podstawie podjęli błędne decyzje. Można im robić zarzuty za brak agresywnego dociekania prawdy, ale nie można pociągać do odpowiedzialności za decyzje podejmowane w warunkach niewłaściwego przepływu informacji w zarządzie. Tak wygląda linia podziału. Nie ma ona absolutnie nic wspólnego z motywami, jakie (Grasso - przyp. T.D.) chce mi przypisać. Artykuł, jaki zamieścił niedawno w prasie Ken Langone (były członek zarządu giełdy - przyp. T.D.), który z Grasso będzie odpowiadać w tej sprawie, pełen osobistych ataków na mnie, też nie przedstawiał zbyt wielu rzeczowych argumentów prawnych. Jestem przekonany, że tę sprawę prowadzimy we właściwy sposób. Nie wspominając już o fakcie, że wśród członków zarządu giełdy, których nie pozwaliśmy do sądu, byli dyrektorzy wielkich amerykańskich banków inwestycyjnych. A przecież nikt o zdrowych zmysłach nie może zaliczyć ich do moich politycznych zwolenników. Ta teoria jest po prostu szaleństwem. Sprawa więc rozstrzygnie się w sądzie. Lubię walkę i z tej też nie zrezygnuję.

Dziękuję za rozmowę.

Szeryf z Wall Street

Eliot Spitzer, od pięciu lat prokurator generalny stanu Nowy Jork, zyskał sobie przydomek "szeryfa z Wall Street", chociaż obrót papierami wartościowymi regulują w USA przede wszystkim przepisy federalne, a nie stanowe. W ciągu minionych kilku lat Spitzer zapoczątkował wiele procesów, które zaczęły prawdziwą rewolucję na rynku kapitałowym, mimo że często kwestionowano jego jurysdykcję nad prowadzonymi sprawami.

Rozgłos na Wall Street przyniosła Spitzerowi sprawa konfliktu interesów wśród analityków wielkich banków inwestycyjnych. Prokurator ujawnił, że wielu z nich udziela rekomendacji niezgodnie z własnym sumieniem, ale pod dyktando działów inwestycyjnych swoich firm.

Reklama
Reklama

W ostatnich miesiącach Spitzer prowadzi dwie głośne i zarazem ważne dla Wall Street sprawy - nadużyć w funduszach inwestycyjnych oraz zawyżonej pensji byłego prezesa giełdy nowojorskiej Richarda Grasso. W aferze funduszowej Spitzerowi udało się już wywalczyć zwrot inwestorom 2,3 mld USD, jako rekompensatę za praktyki tzw. market timingu. W sprawie Grasso Spitzer próbuje wykorzystać publiczne oburzenie z powodu rzekomych manipulacji byłego prezesa, które wywindowały pakiet jego rocznych zarobków do 186 milionów dolarów, aby wymusić wewnętrzne reformy na New York Stock Exchange - największej giełdzie świata. Na Wall Street jest krytykowany za populizm, ale jednocześnie traktowany z dużym respektem wymieszanym z dozą strachu.

Spitzer prowadził także wiele głośnych spraw niezwiązanych ze światem finansów. Walczył o prawa wyzyskiwanych pracowników sklepów warzywnych i poskromił internetowych telemarketerów. Potrafił pozwać do sądu stany Środkowego Zachodu i położone nad Atlantykiem na południe od Nowego Jorku, oskarżając je o zanieczyszczanie powietrza. W wielu sprawach działał na pograniczu prawa - federalnego i stanowego, mimo że jego jurysdykcja dotyczy tylko tego drugiego.

Mimo kreowania się na "ludowego" prokuratora, Spitzer jest człowiekiem establishmentu. Syn inwestora budowlanego i wnuk żydowskich emigrantow jest absolwentem dwóch elitarnych uniwersytetów - Princeton (1981) i Harvardu (1984). Praktykował też w dwóch firmach adwokackich i pracował jako prokurator w sądzie federalnym. Prasa pisze też dużo o ambicjach politycznych Spitzera. Kilka dni temu New York Sun wymieniał go nawet wśród kandydatów na wiceprezydenta z ramienia Partii Demokratycznej. Jest traktowany jako potencjalny konkurent republikańskiego gubernatora stanu Nowy Jork George?a Patakiego w kolejnych wyborach w 2006 roku. Prasa nazywa go nawet "wschodzącą gwiazdą demokratów".

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama