Wyczekiwane przez kilka dni dane o cenach żywności w I połowie lipca nie były jednoznaczne i inwestorzy mieli problem z ich jednoznacznym zinterpretowaniem. Sądząc po początkowym wzroście dochodowości papierów skarbowych liczono się z dalszym wzrostem cen. Kiedy okazało się, że w porównaniu z I połową czerwca nie zmieniły się, rynek zaczął niwelować wcześniejsze straty. Krzywa rentowności przesunęła się w dół o ok. 10 pkt bazowych od piątkowych maksimów. Potem znaleźli się jeszcze chętni do sprzedaży obligacji i w efekcie zyskowność 2-latek zmniejszyła się o 3 pkt bazowe, do 7,93%, 5-latek o 2 pkt bazowe, do 8,02%, natomiast 10-latek wzrosła o 2 pkt bazowe, do 7,62%.
Reakcja na piątkowe dane w sumie nie była zbyt optymistyczna. Nic dziwnego. Z szacunków ministerstwa finansów wynika, że inflacja i tak przyspieszy w lipcu do 4,7-4,8%. To oznacza, że w ujęciu realnym aktualna dochodowość obligacji nie wydaje się już tak atrakcyjna jak nominalna. W przypadku 10-latek wynosi ok. 3% podczas gdy w Niemczech dla papierów o takim samym terminie zapadalności jest to ok. 2,5%. Dodatkowo u naszego zachodniego sąsiada dynamika wzrostu cen jest w ostatnich miesiącach znacznie niższa niż u nas.