Wczoraj Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu rozpatrywał konflikt, jaki toczy się między giełdowym Howellem a fiskusem. Sprawa sięga lat 1997- -1999. Spółka, jako zakład pracy chronionej, korzystała ze zwrotu podatku VAT. Część sprzedaży odbywała się przez firmę zewnętrzną, współpracującą z Howellem. I właśnie ta część przychodów, zdaniem fiskusa, nie miała prawa podlegać zwolnieniom podatkowym. - Sąd przyznał nam rację. Wskazał, że nasze działanie nie było próbą obejścia przepisów, a dozwoloną praktyką gospodarczą. Jej celem była poprawa konkurencyjności oferty firmy - mówi Dariusz Czyż.

Wczoraj sąd zajął się rozliczeniami z lat 1997 i 1998, które dotyczyły znacznej części z ok. 25 mln zł (kwota główna razem z odsetkami i sankcjami), o jaki toczy się cały spór. Wczorajszy wyrok nie jest ostateczny. Fiskusowi przysługuje jeszcze prawo złożenia skargi kasacyjnej do Naczelnego Sądu Administracyjnego. - Nie wiemy, czy na to się zdecyduje. Co ważne jednak, orzeczenie uchyla wykonalność decyzji organów podatkowych. Oznacza to, że znika znad spółki widmo egzekucji należności - twierdzi Dariusz Czyż.

W niedawnej rozmowie z PARKIETEM Waldemar Parkitny, prezes Howella, przyznał, że jeśli spółka wygra z fiskusem, pojawi się dla niej szansa na przetrwanie i współdziałanie z wierzycielami (głównie banki; na koniec I kw. zadłużenie grupy wyniosło prawie 56 mln zł). Może chodzić m.in. o konwersję długu na akcje i dokapitalizowanie spółki.

Wrocławska grupa Howella zajmowała się m.in. hurtowym obrotem wyrobami hutniczymi i budową osiedli mieszkaniowych. Dziś działalność firmy jest niemal całkowicie sparaliżowana przez brak płynności finansowej.