Z jednej strony dzięki takiej operacji może wzrosnąć wartość firm i ich akcji, ale z drugiej papiery należące do pracowników będą miały mniejszy udział w kapitale. Stracą po prostu na wartości.
Spokojnie. Pracownicy i tak mają dwuletni, ustawowy okres ograniczenia w sprzedaży akcji.
Dalej, akcje od PGNiG odkupi np. włocławski Anwil. I zacznie się budowanie wartości firm. Pracownicy nie będą mogli jeszcze sprzedać papierów, ale ich wartość będzie rosnąć.
Czy w umowach prywatyzacyjnych Nafta Polska będzie chciała zobowiązać inwestorów do tego, żeby np. po dwóch latach odkupili akcje od pracowników?
Umów prywatyzacyjnych jeszcze nie ma, więc za wcześnie mówić o takich szczegółach. Jeżeli część zakładów, np. Puławy, wybierze ścieżkę giełdową, to wiadomo, że pracownicy będą mogli sprzedać akcje na GPW.
Kiedy spodziewa się Pan podpisania pierwszych umów prywatyzacyjnych?
Najpierw musimy uzyskać zgodę rządu na aktualizację programu prywatyzacji sektora Wielkiej Syntezy Chemicznej. Spodziewam się, że otrzymamy ją na początku sierpnia. We wrześniu resort skarbu powinien nam przekazać akcje spółek chemicznych i nawozowych. Jednocześnie zaczniemy proces wyboru doradców prywatyzacyjnych i typową procedurę sprzedaży.
Jaka jest, Pańskim zdaniem, przyszłość sektora Wielkiej Syntezy Chemicznej?
Firmy z tej branży stoją przed ogromnym wyzwaniem, jakim jest zdobywanie rynku zarówno europejskiego, jak i polskiego. Zużycie chemikaliów jest w Polsce dużo niższe niż na Zachodzie. Zdobywanie rynków wymaga nakładów i inwestycji. Dlatego chcemy pomóc firmom zdobyć silnych inwestorów.
Dużym problemem dla krajowych spółek mogą być sprawy związane z wymogiem ponownej rejestracji. Taki obowiązek powstanie po przyjęciu pakietu ustaw tzw. REACH. Trudno jeszcze rozmawiać w tym przypadku o szczegółach, ponieważ nie przyjęto ostatecznych rozwiązań. Na pewno trzeba te sprawy monitorować i to, jako Nafta Polska, robimy.
Jakie zaległości ma polski sektor chemiczny w porównaniu z zachodnimi firmami?
Wieloletnie. Od dawna nie budowano nowych instalacji. Sektor po 1989 roku nie został w ogóle zrestrukturyzowany. Te wszystkie zakłady mają w dalszym ciągu formę kombinatów. Bez względu na to, czy są to spółki akcyjne, czy przedsiębiorstwa państwowe. Przestarzała jest też organizacja, choć powoli się zmienia. Istotnym elementem jest silna pozycja związków zawodowych, które często nie do końca rozumieją wagę przekształceń, które muszą nastąpić. I nie chodzi o zmiany tylko w sferze zatrudnienia, ale zrozumienia, że nie da się utrzymać struktury kombinatu, w której jest wszystko. Świat poszedł w kierunku specjalizacji w poszczególnych obszarach. My jeszcze nie.
Moim zdaniem krajowe podmioty dorównają poziomem rozwoju zachodnim konkurentom w ciągu kilku lat. Polskie firmy mają duży potencjał rozwoju. Jako przykład można podać parki przemysłowe, które są teraz tworzone przy firmach nawozowych i chemicznych. Śmiać mi się chce, gdy słyszę, że ktoś buduje zakład przemysłowy w szczerym polu. Inwestor musi doprowadzić wszystkie media. Zadbać o oczyszczanie odpadów. Natomiast w parkach przemysłowych jest wszystko, czego może potrzebować spółka chemiczna. Są np. nie wykorzystane moce w zakresie energii, pary, odbioru ścieków itd. Np. teren, na którym znajdują się Police, to aż 1300 hektarów. Pracownicy przyjeżdżają do bramy firmy i wsiadają do autobusów, a te rozwożą ich po zakładzie.
Kiedy, realnie, może dojść do prywatyzacji Wielkiej Syntezy Chemicznej?
Myślę, że doprowadzenie do sprzedaży zakładów potrwa około roku.
Co się wtedy stanie z Naftą Polską?
Powinniśmy zająć się elementami związanymi z bezpieczeństwem energetycznym państwa, przede wszystkim w zakresie paliw płynnych. Udział państwa w tworzeniu tego bezpieczeństwa powinien zostać sprowadzony do kwestii regulacyjnych. Powinna też istnieć właśnie taka jednostka jak Nafta Polska, która będzie nadzorować pewne obszary, np. zapasy ropy, infrastrukturę związaną z dostawami ropy, a może i z przesyłem gazu i energii.
Moim zdaniem, to Nafta Polska powinna zajmować się takimi inwestycjami infrastrukturalnymi, które w warunkach komercyjnych miałyby małą szansę na realizację. Moglibyśmy być tzw. "inwestorem zastępczym" dla państwa.
O jakich inwestycjach Pan mówi?
Np. rurociąg Odessa-Brody-Gdańsk. W przypadku gdyby żadna z firm nie chciała wyłożyć pieniędzy na ten projekt, bo np. stopa zwrotu sięgnęłaby 30 lat, to Nafta mogłaby to współfinansować. Taki rurociąg wpłynąłby bowiem na wzrost dywersyfikacji dostaw ropy do Polski.
A skąd Nafta wzięłaby pieniądze na taką inwestycję?
Z zysków, które osiągają nadzorowane przez nas podmioty.
Dziękuję za rozmowę.