Reklama

Pracownicy dostaną 15 procent akcji

Z Krzysztofem Żyndulem, prezesem Nafty Polskiej, rozmawia Ewa Bałdyga

Publikacja: 28.07.2004 08:57

Nafta Polska odpowiada za prywatyzację firm z sektora Wielkiej Syntezy Chemicznej. Robi to na tyle nieudolnie, że przez kilka lat nie sprzedała ani jednej. Dlaczego?

Po pierwsze, w dalszym ciągu nie jesteśmy właścicielami akcji tych spółek. Czekamy na ich przeniesienie z resortu skarbu. Po drugie, jesteśmy zobowiązani do podejmowania decyzji zgodnie z rządowymi dokumentami. Na razie obowiązuje nas strategia dla sektora, która została przyjęta przez rząd w listopadzie 2003 r. Ten dokument powstał w czasie, gdy warunki zarówno zewnętrzne, jak i wewnętrzne - w których funkcjonowały te spółki - były inne.

Co się zmieniło?

Wzrosło zapotrzebowanie na produkty chemiczne w Polsce i na świecie. W ślad za tym wzrosły ceny.

Skąd się wzięła poprawa koniunktury?

Reklama
Reklama

Między innymi z sytuacji w Rosji, gdzie zdecydowano się na ograniczenie eksportu produktów chemicznych. Np. nawozy sztuczne mają w większym stopniu być wykorzystane na poprawę efektywności rosyjskiego rolnictwa. A jeszcze do zeszłego roku do Polski trafiało bardzo dużo nawozów z Rosji.

Na wzrost cen produktów chemicznych w Polsce wpłynęły też podwyżki cen ropy naftowej, które pociągnęły zwyżkę cen gazu. Gaz jest podstawowym surowcem do produkcji nawozów. Ostatnio w USA z powodu wzrostu cen surowca zamknięto kilka zakładów produkujących nawozy. W efekcie zwiększył się eksport nawozów z Europy do USA.

Jeżeli chodzi o zmianę warunków wewnętrznych, w ciągu ostatnich miesięcy każda z firm chemicznych, które nadzorujemy, prowadziła restrukturyzację na własną rękę. Moim zdaniem, z powodzeniem.

Nafta Polska wielokrotnie zapowiadała, że państwowe firmy z sektora WSCh zostaną połączone. Do tej pory nic takiego się nie stało. Czy to znaczy, że te plany są już nieaktualne?

Nie. Zmienia się tylko model planowanej konsolidacji. Już teraz wiemy, że prawdopodobnie dojdzie do połączenia produkcji nawozów fosforowych. Są one wytwarzane w Policach, którymi do niedawna zarządzałem, i w Gdańskich Zakładach Fosforowych, kontrolowanych przez Ciech. Naturalnym partnerem dla Polic jest również Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo, które od lat dostarcza surowca, czyli gaz.

Drugim obszarem do konsolidacji są zakłady Azotowe w Tarnowie i Kędzierzynie. Synergie pojawiają się z połączenia z Anwilem, z Grupy Orlen. Widać też korzyści ze współpracy z czeskim Unipetrolem, który został niedawno kupiony przez Orlen. W przypadku Tarnowa i Kędzierzyna inwestorem mogłoby zostać również PGNiG. Musiałoby mieć tylko określoną z góry możliwość sprzedaży akcji tych spółek.

Reklama
Reklama

Z kolei Puławy, które osiągają najlepsze wyniki i próbowały już raz wejść na giełdę, mogą szybko odkurzyć swoje przygotowania i zdecydować się na ten ruch. Ta spółka musi też poszukać równolegle takiego inwestora, który ma dostęp do gazu. Cała produkcja Puław jest bowiem oparta na gazie. Zakłady Chemiczne Sarzyna i Zachem chcemy sprzedać w całości w trybie przetargu.

Jakie są różnice między konsolidacją, o której Pan mówi, a budową koncernu nawozowego, co było we wcześniejszych planach?

Różnica jest zasadnicza. Teraz nie zakładamy, że spółki otrzymają pomoc publiczną. Wcześniej mówiło się o dofinansowaniu w kwocie około 1 mld zł. Poprzednia strategia przewidywała redukcję zatrudnienia w całym sektorze. Teraz już o tym nie mówimy, bo przez ostatnie dwa lata spółki zwolniły sporą część pracowników. Obecna koncepcja prywatyzacji sektora nie wnika w kwestie społeczne, ponieważ takich problemów już właściwie nie ma. Co więcej, mówimy o zachowaniu tożsamości lokalnej firm. Jest to ważne m.in. dla samorządów i pracowników spółek.

Czy teraz jest dobry moment na prywatyzację sektora?

Najlepszy.

Dlaczego?

Reklama
Reklama

Cały sektor wychodzi na prostą. Poprawiają się wyniki, spłacane jest zadłużenie.

To po co prywatyzować?

Często spotykam się z tym pytaniem. Prywatyzować trzeba dlatego, że firmy nie mają pieniędzy na inwestycje. Wcześniejsze pomysły zakładały pomoc publiczną dla spółek. Miała ona być przeznaczona na spłatę zadłużenia i właśnie inwestycje. Poza tym w każdym przypadku potencjalni inwestorzy to polskie podmioty. Dzięki temu mamy pewność, że nie kupują tych firm po to, by je zamknąć, tylko by je rozwijać.

A czy zagraniczne firmy nie chciały zainwestować w polskie spółki chemiczne?

Nie ogłaszaliśmy przetargu. Może by się zgłosili, ale jeżeli możemy wykorzystać polski kapitał, to wolimy tak zrobić.

Reklama
Reklama

Ale gdyby zagraniczny inwestor kupił jedną z polskich firm nawozowych, to nie zwiększyłaby się konkurencja w tym sektorze?

Nie. Jesteśmy już w Unii Europejskiej. Dostęp do polskiego rynku mają wszyscy producenci.

Może zagraniczny inwestor zapłaciłby więcej za firmy nawozowe?

Może by i zapłacił, ale pewne procesy w tym sektorze nie mogą być prowadzone tylko pod kątem szybkich wpływów do kasy państwa. Realizując naszą koncepcję Skarb Państwa zyska sprawny podmiot, który będzie się rozwijać, płacić podatki, inwestować w swój rozwój i utrzymywać zatrudnienie dla wielu tysięcy osób. Zagraniczny podmiot mógłby kupić polską firmę, ale nie po to, by ją rozwijać, ale żeby przejąć jej sieć dystrybucji.

Co dla pracowników firm sektora Wielkiej Syntezy Chemicznej oznacza prywatyzacja zakładów?

Reklama
Reklama

Podczas przenoszenia akcji firm nawozowych i chemicznych z Ministerstwa Skarbu Państwa do Nafty Polskiej część zostanie przekazana pracownikom. Jeżeli firmy, w których ci ludzie pracują, pozyskają inwestora, wzrośnie wartość zakładów. I tym samym więcej będą warte akcje pracownicze.

Dla pracowników przewidziano po 15% akcji każdego z zakładów?

Tak.

Kiedy będą mogli sprzedać papiery?

Nie tak łatwo odpowiedzieć na to pytanie. Otóż resort skarbu przekaże 15% akcji pracownikom, a nam 75% albo 85% akcji firm chemicznych. Różnica polega na tym, że jeszcze nie wiemy czy Skarb Państwa zostawi sobie 10-proc. pakiet akcji, czy odda nam całe pakiety. Później nastąpi podwyższenie kapitału tych firm. Obejmie je PGNiG, które w ten sposób zamieni długi tych spółek za niezapłacony gaz na ich akcje. Wtedy wzrośnie wartość akcji, w tym też pracowniczych, ponieważ firmy będą miały rozwiązany problem zadłużenia.

Reklama
Reklama

Z jednej strony dzięki takiej operacji może wzrosnąć wartość firm i ich akcji, ale z drugiej papiery należące do pracowników będą miały mniejszy udział w kapitale. Stracą po prostu na wartości.

Spokojnie. Pracownicy i tak mają dwuletni, ustawowy okres ograniczenia w sprzedaży akcji.

Dalej, akcje od PGNiG odkupi np. włocławski Anwil. I zacznie się budowanie wartości firm. Pracownicy nie będą mogli jeszcze sprzedać papierów, ale ich wartość będzie rosnąć.

Czy w umowach prywatyzacyjnych Nafta Polska będzie chciała zobowiązać inwestorów do tego, żeby np. po dwóch latach odkupili akcje od pracowników?

Umów prywatyzacyjnych jeszcze nie ma, więc za wcześnie mówić o takich szczegółach. Jeżeli część zakładów, np. Puławy, wybierze ścieżkę giełdową, to wiadomo, że pracownicy będą mogli sprzedać akcje na GPW.

Kiedy spodziewa się Pan podpisania pierwszych umów prywatyzacyjnych?

Najpierw musimy uzyskać zgodę rządu na aktualizację programu prywatyzacji sektora Wielkiej Syntezy Chemicznej. Spodziewam się, że otrzymamy ją na początku sierpnia. We wrześniu resort skarbu powinien nam przekazać akcje spółek chemicznych i nawozowych. Jednocześnie zaczniemy proces wyboru doradców prywatyzacyjnych i typową procedurę sprzedaży.

Jaka jest, Pańskim zdaniem, przyszłość sektora Wielkiej Syntezy Chemicznej?

Firmy z tej branży stoją przed ogromnym wyzwaniem, jakim jest zdobywanie rynku zarówno europejskiego, jak i polskiego. Zużycie chemikaliów jest w Polsce dużo niższe niż na Zachodzie. Zdobywanie rynków wymaga nakładów i inwestycji. Dlatego chcemy pomóc firmom zdobyć silnych inwestorów.

Dużym problemem dla krajowych spółek mogą być sprawy związane z wymogiem ponownej rejestracji. Taki obowiązek powstanie po przyjęciu pakietu ustaw tzw. REACH. Trudno jeszcze rozmawiać w tym przypadku o szczegółach, ponieważ nie przyjęto ostatecznych rozwiązań. Na pewno trzeba te sprawy monitorować i to, jako Nafta Polska, robimy.

Jakie zaległości ma polski sektor chemiczny w porównaniu z zachodnimi firmami?

Wieloletnie. Od dawna nie budowano nowych instalacji. Sektor po 1989 roku nie został w ogóle zrestrukturyzowany. Te wszystkie zakłady mają w dalszym ciągu formę kombinatów. Bez względu na to, czy są to spółki akcyjne, czy przedsiębiorstwa państwowe. Przestarzała jest też organizacja, choć powoli się zmienia. Istotnym elementem jest silna pozycja związków zawodowych, które często nie do końca rozumieją wagę przekształceń, które muszą nastąpić. I nie chodzi o zmiany tylko w sferze zatrudnienia, ale zrozumienia, że nie da się utrzymać struktury kombinatu, w której jest wszystko. Świat poszedł w kierunku specjalizacji w poszczególnych obszarach. My jeszcze nie.

Moim zdaniem krajowe podmioty dorównają poziomem rozwoju zachodnim konkurentom w ciągu kilku lat. Polskie firmy mają duży potencjał rozwoju. Jako przykład można podać parki przemysłowe, które są teraz tworzone przy firmach nawozowych i chemicznych. Śmiać mi się chce, gdy słyszę, że ktoś buduje zakład przemysłowy w szczerym polu. Inwestor musi doprowadzić wszystkie media. Zadbać o oczyszczanie odpadów. Natomiast w parkach przemysłowych jest wszystko, czego może potrzebować spółka chemiczna. Są np. nie wykorzystane moce w zakresie energii, pary, odbioru ścieków itd. Np. teren, na którym znajdują się Police, to aż 1300 hektarów. Pracownicy przyjeżdżają do bramy firmy i wsiadają do autobusów, a te rozwożą ich po zakładzie.

Kiedy, realnie, może dojść do prywatyzacji Wielkiej Syntezy Chemicznej?

Myślę, że doprowadzenie do sprzedaży zakładów potrwa około roku.

Co się wtedy stanie z Naftą Polską?

Powinniśmy zająć się elementami związanymi z bezpieczeństwem energetycznym państwa, przede wszystkim w zakresie paliw płynnych. Udział państwa w tworzeniu tego bezpieczeństwa powinien zostać sprowadzony do kwestii regulacyjnych. Powinna też istnieć właśnie taka jednostka jak Nafta Polska, która będzie nadzorować pewne obszary, np. zapasy ropy, infrastrukturę związaną z dostawami ropy, a może i z przesyłem gazu i energii.

Moim zdaniem, to Nafta Polska powinna zajmować się takimi inwestycjami infrastrukturalnymi, które w warunkach komercyjnych miałyby małą szansę na realizację. Moglibyśmy być tzw. "inwestorem zastępczym" dla państwa.

O jakich inwestycjach Pan mówi?

Np. rurociąg Odessa-Brody-Gdańsk. W przypadku gdyby żadna z firm nie chciała wyłożyć pieniędzy na ten projekt, bo np. stopa zwrotu sięgnęłaby 30 lat, to Nafta mogłaby to współfinansować. Taki rurociąg wpłynąłby bowiem na wzrost dywersyfikacji dostaw ropy do Polski.

A skąd Nafta wzięłaby pieniądze na taką inwestycję?

Z zysków, które osiągają nadzorowane przez nas podmioty.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama