- Chcemy mieć 100-proc. pewność, że ziemniaki, które do nas trafiają, są zdrowe. Dlatego będziemy sprawdzać, między innymi na granicy, czy ziemniaki z Polski posiadają certyfikat, wystawiony producentowi przez najbliższy wydział ochrony roślin - powiedział Franciszek Hrdina z Centralnego Instytutu Kontroli i Badań Rolnictwa (UKSUP) w Bratysławie.
Wwóz na Słowację ziemniaków z Polski bez certyfikatów potwierdzających, że są zdrowe, będzie karany wysokimi mandatami (od 55 tys. do 110 tys. zł). A słowacki rolnik, u którego kontrola znajdzie chore sadzonki z Polski, może otrzymać nawet
10-letni zakaz hodowli. Polskie ministerstwo rolnictwa jest zaskoczone. - Nie spodziewaliśmy się takiego zachowania słowackiego rządu - powiedziała Bożena Nowicka, dyrektor Departamentu Hodowli i Ochrony Roślin w ministerstwie rolnictwa. Zdaniem B. Nowickiej, polskie władze robią wszystko, aby towar, który opuszcza nasz kraj, spełniał obowiązujące normy. - Według przepisów, każda 25-tonowa partia musi zostać przebadana i uzyskać na to potwierdzenie - powiedziała B. Nowicka. - Sprawdzamy każdy transport ziemniaków. Nawiązaliśmy współpracę ze służbami granicznymi, Inspekcją Transportu, policją, a nawet giełdami rolnymi - dodała. Dlatego według resortu rolnictwa zachowanie Słowaków nie może wynikać z troski o ochronę zdrowia. Słowackie media twierdzą tak samo. Ich zdaniem wysokie mandaty mają powstrzymać import ziemniaków z Polski. Od kilku tygodni - po wejściu obu państw do Unii Europejskiej - ziemniaki z Polski zalewają bowiem północną Słowację. Umyte i zapakowane w worki kosztują tam pięć koron (ok. 55 groszy), podczas gdy słowaccy producenci chcą za swoje nawet trzy razy więcej.
PAP