Ubezpieczenia komunikacyjne to ciągle największe źródło przychodów ze składek działających u nas towarzystw majątkowych. Według danych Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych, stanowią one 65% portfela wszystkich firm. Dlatego w tym segmencie konkurencja jest największa - jeśli któryś z ubezpieczycieli szybko zwiększa udział w rynku, oznacza to najczęściej, że obniżył ceny polis.
Skok w autocasco
Z taką "ogólnorynkową rywalizacją" mieliśmy do czynienia w ubiegłym roku, gdy firmy średniej wielkości, agresywnie obniżając ceny, śmiało zaatakowały liderów, czyli PZU i Wartę (stawki za autocasco spadły o 11%, a OC - 7,3%). Strategia okazała się skuteczna, bo największe firmy straciły udziały w rynku. Ale chyba na dłuższą metę nie do utrzymania, bo niskie stawki zazwyczaj prowadzą do pogorszenia wyniku z podstawowej działalności.
Dlatego w tym roku mamy odbicie w drugą stronę. Z danych nadzoru wynika bowiem, że w I kwartale br. prywatni właściciele samochodów płacili za ubezpieczenia autocasco średnio 14,3% więcej niż w analogicznym okresie ub.r. Jeśli porównamy dane z 2004 i 2002 r. (a więc sprzed sezonu obniżek), to okazuje się, że towarzystwa z lekką nadwyżką (1,7%) zrekompensowały sobie ubiegłoroczne obniżki. Zdecydowanie więcej płacą klienci korporacyjni - tylko w tym roku polisy AC dla służbowego auta kosztują 41% więcej niż przed rokiem. W porównaniu z 2002 r. ceny skoczyły o ponad jedną piątą.
Niejednoznaczne OC