Za kilka dni rozpocznie się olimpiada w Atenach. Pojedzie tam blisko 200 sportowców i około 70 działaczy. Wszystkie koszty związane z przygotowaniem i transportem zawodników na igrzyska ponoszą sponsorzy. Firmy finansujące Polski Komitet Olimpijski i sportowców mają prawo używać pięciu kółek olimpijskich na swoich produktach. Ponadto ich logo pojawia się na konferencjach prasowych, a także różnych imprezach związanych z reprezentacją olimpijską i samą olimpiadą. Są promowani także w mediach.
Życie za pieniądze firm
PKOl niemal w 100% utrzymuje się z pieniędzy przekazywanych przez Fundację Olimpijską. Ta środki pozyskuje od sponsorów. Jak mówi Arkadiusz Bęcek, członek zarządu Fundacji, 70% pieniędzy instytucja przekazuje na rzecz PKOl-u. Około 10% pozostaje na jej utrzymanie, a reszta na promowanie sponsorów. Przedstawiciel Fundacji nie chce zdradzić, jaki jest roczny budżet. Z naszych informacji wynika, że może to być kilkanaście milionów złotych. A. Bęcek nie ujawnia także wielkości umów sponsorskich. - Obowiązuje nas tajemnica handlowa - tłumaczy.
Okazuje się, że nie każdy może finansować Fundację. - Prowadzimy selekcję. Sponsorami mogą zostać tylko znane marki, ze stabilną pozycją rynkową i finansową. Umowy mają charakter długoterminowy. Podpisywane są na cztery lata - mówi A. Bęcek. Inaczej jest w przypadku członków Klubu Olimpijskiego. Umowy mogą być krótsze. Polpharma np. podpisała w kwietniu umowę na 2,5 roku, a Kreisel w styczniu na 3 lata. Z nieoficjalnych źródeł dowiedzieliśmy się, że firmy przekazują od kilkuset tysięcy do kilku milionów złotych. W różnej formie. Polpharma kupiła dla PKOl-u rzeźbę, która teraz stoi przed nową siedzibą komitetu.
Skarb Państwa