Reklama

Od września rozmowy o giełdzie

Z Markiem Grabarkiem, prezesem PLL LOT, rozmawia Krzysztof Jedlak

Publikacja: 06.08.2004 07:30

Jakie były wyniki LOT-u w I półroczu tego roku?

Były zadowalające. Osiągnęliśmy wynik netto lekko powyżej zera. Złożyły się na to dwa czynniki. Nieco przekroczyliśmy plan wpływów pasażerskich. Do tego doszły pierwsze efekty realizowanego przez nas i zakrojonego na szeroką skalę programu oszczędnościowego. Zneutralizowały wzrost cen paliwa. Oszczędności zostały wprawdzie w całości przez ten wzrost skonsumowane, ale trzeba pamiętać, że mają trwały charakter. Pierwsze półrocze stanowi dobry prognostyk na cały rok, choć nie wolno zapominać, że w sytuacji otwartego nieba działaliśmy w tym okresie tylko przez dwa miesiące. Z tego punktu widzenia II półrocze będzie więc trudniejsze. Zakładamy jednak, że na koniec roku po raz pierwszy od wielu, wielu lat spółka będzie mieć, na razie minimalny, zysk netto osiągnięty bez istotnych operacji na aktywach.

Jak bardzo realizacja programu oszczędnościowego jest zaawansowana? Jakie działania restrukturyzacyjne zostaną podjęte w najbliższej przyszłości?

Trudno mierzyć zaawansowanie programu. Na pewno udało nam się przełożyć założone cele oszczędnościowe na kilkaset inicjatyw, które mamy skatalogowane i opisane. Weszły teraz w fazę realizacji. Moim zdaniem - biorąc pod uwagę dużą determinację, która charakteryzuje firmę i która powiększa się ze względu na rosnącą presję rynku - cele: przede wszystkim trwałe zdjęcie z bazy kosztowej 120 mln, 300 mln i 500 mln zł kolejno w latach 2004-2006, są możliwe do osiągnięcia.

Najprawdopodobniej od sezonu zimowego w klasie ekonomicznej zrezygnujemy z oferowania bezpłatnych posiłków. Pasażerowie będą mieć wybór. To przykład działania, które zostanie wkrótce podjęte i zapewne dostrzeżone przez pasażerów, budząc rozmaite kontrowersje.

Reklama
Reklama

Które z działań restrukturyzacyjnych uważa Pan za najważniejsze i najtrudniejsze? Redukcję zatrudnienia?

Nie akcentowałbym znaczenia redukcji zatrudnienia.

Ale dojdzie do niej?

Tak, jest nieuchronna. Najcenniejsza jednak i najtrudniejsza do osiągnięcia jest współpraca ze środowiskiem pilotów. Jesteśmy na bardzo dobrej drodze, by uzyskać od nich kontrybucję na rzecz programu oszczędnościowego w postaci zgody na istotny wzrost ich produktywności. Nasi piloci skłonni są zaangażować się w prace zmierzające do tego, by średni tzw. nalot wyniósł w 2006 roku 650 godzin na pilota przy obecnych 500 godzinach. Spółka ze swej strony ma uczynić wszystko, by było to możliwe. Chodzi na przykład o odpowiednie zbudowanie siatki połączeń. Cały proces ma być przy tym tak realizowany, by nie oznaczał zwolnień w środowisku pilotów.

Poprawa wyników finansowych, która ma być widoczna już w tym roku, była - w ocenie większościowego akcjonariusza, czyli Skarbu Państwa - warunkiem wejścia spółki na giełdę. Czy zarząd myśli o wprowadzeniu LOT-u na warszawski parkiet?

Są dwa powody, dla których taka firma, jak nasza, może myśleć o giełdzie. Pierwszy ma charakter bardziej polityczny. To kwestia prywatyzacji przedsiębiorstwa. W tej kwestii zarząd - oczywiście - nie ma wiele do powiedzenia. Możemy tylko stwierdzić, że bardzo dobrze nam się współpracuje z obecnym akcjonariatem (Skarb Państwa, syndyk masy upadłości szwajcarskiego SwissAira i pracownicy - red.) i nie postrzegamy w prywatyzacji szansy na uzyskanie lepszych warunków biznesowych dla spółki. Ale jest i drugi powód - poszerzenie palety możliwości, jeśli chodzi o pozyskiwanie kapitału. I w tym zakresie zarząd jest zainteresowany giełdą. LOT jest z przyczyn historycznych firmą silnie niedokapitalizowaną, która w nadmiernym stopniu korzysta z dźwigni finansowej. Zarząd prowadzi analizy, które mają odpowiedzieć na pytanie, jak przy obecnym akcjonariacie i uwarunkowaniach historycznych - mam na myśli nieudany projekt prywatyzacyjny - można byłoby potraktować giełdę jako metodę na pozyskanie dodatkowego kapitału.

Reklama
Reklama

Przygotowywane są analizy, ale konkretnych kroków w stronę GPW spółka nie wykonuje?W tej chwili nie, ponieważ zdajemy sobie sprawę, że musimy mieć w tej kwestii konkretny koncept i przekonanie, że rynek akcji zaakceptuje LOT. Dopiero z takim konceptem możemy wystąpić do właściciela o zgodę na wejście na giełdę. Zostanie on sporządzony na podstawie trwających analiz. Żeby było jasne: oceniamy, że giełda jest dobrym mechanizmem pozyskiwania kapitału. Uważamy przy tym, że stawiane przez nią wymogi dotyczące transparentności, czy jakości sprawozdawczości finansowej, już spełniamy, ze względu na to, że od dawna jesteśmy obecni na rynku finansowym.

Kiedy zakończą się analizy i wspomniany przez Pana giełdowy koncept będzie przygotowany na tyle, by mógł się z nim zapoznać Skarb Państwa?

Chcielibyśmy we wrześniu rozpocząć dialog z właścicielem na temat możliwości wykorzystania giełdy jako metody dokapitalizowania spółki.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama