Jakie były wyniki LOT-u w I półroczu tego roku?
Były zadowalające. Osiągnęliśmy wynik netto lekko powyżej zera. Złożyły się na to dwa czynniki. Nieco przekroczyliśmy plan wpływów pasażerskich. Do tego doszły pierwsze efekty realizowanego przez nas i zakrojonego na szeroką skalę programu oszczędnościowego. Zneutralizowały wzrost cen paliwa. Oszczędności zostały wprawdzie w całości przez ten wzrost skonsumowane, ale trzeba pamiętać, że mają trwały charakter. Pierwsze półrocze stanowi dobry prognostyk na cały rok, choć nie wolno zapominać, że w sytuacji otwartego nieba działaliśmy w tym okresie tylko przez dwa miesiące. Z tego punktu widzenia II półrocze będzie więc trudniejsze. Zakładamy jednak, że na koniec roku po raz pierwszy od wielu, wielu lat spółka będzie mieć, na razie minimalny, zysk netto osiągnięty bez istotnych operacji na aktywach.
Jak bardzo realizacja programu oszczędnościowego jest zaawansowana? Jakie działania restrukturyzacyjne zostaną podjęte w najbliższej przyszłości?
Trudno mierzyć zaawansowanie programu. Na pewno udało nam się przełożyć założone cele oszczędnościowe na kilkaset inicjatyw, które mamy skatalogowane i opisane. Weszły teraz w fazę realizacji. Moim zdaniem - biorąc pod uwagę dużą determinację, która charakteryzuje firmę i która powiększa się ze względu na rosnącą presję rynku - cele: przede wszystkim trwałe zdjęcie z bazy kosztowej 120 mln, 300 mln i 500 mln zł kolejno w latach 2004-2006, są możliwe do osiągnięcia.
Najprawdopodobniej od sezonu zimowego w klasie ekonomicznej zrezygnujemy z oferowania bezpłatnych posiłków. Pasażerowie będą mieć wybór. To przykład działania, które zostanie wkrótce podjęte i zapewne dostrzeżone przez pasażerów, budząc rozmaite kontrowersje.