Tym razem nie miał racji szef Fed Alan Greenspan, kiedy w niedawnym wystąpieniu na forum Kongresu zapewniał, że pogorszenie koniunktury w czerwcu będzie krótkotrwałe. W lipcu wskaźniki znowu nie poszły w górę, a tak nieznaczny wzrost liczby miejsc pracy zapowiada ponowne zmniejszenie wydatków konsumpcyjnych w najbliższych miesiącach.

Niewielka poprawa na rynku pracy może też mieć znaczenie polityczne, bo trudno będzie prezydentowi Bushowi wykorzystać ten argument w kampanii przedwyborczej. Na czwartkowym wiecu w Ohio sekretarz skarbu John Snow przekonywał, że to redukcje podatków wywalczone przez Busha przyczyniły się do ożywienia gospodarki.

Faktem jest, że od początku roku w Stanach Zjednoczonych przybyło 1,2 mln miejsc pracy. Ale rację ma też John Kerry, demokratyczny rywal Busha, gdy przypomina, że w USA wciąż jest grubo o ponad milion miejsc pracy mniej niż na początku obecnej kadencji prezydenckiej. Przy utrzymaniu trendu z ostatnich dwóch miesięcy coraz mniej racji będzie miał Bush.

Zdaniem analityków, piątkowy raport Departamentu Pracy może nie zapobiec podwyżce stóp procentowych już na najbliższym posiedzeniu Komitetu Rynku Otwartego Fed, zwołanym na 10 sierpnia. Powszechnie prognozuje się podniesienie stóp o 25 pkt bazowych, do 1,5%. Ale wobec gorszej, niż się spodziewano sytuacji na rynku pracy, dalsze podwyżki stóp już nie są tak pewne.