W ciągu roku, dwóch - to nie jest możliwe. Można to zrobić, podwyższając wpływy z podatków i obcinając wydatki.
Czy zmierza Pan w tym kierunku?
Po pierwsze zmierzam do poszerzenia bazy podatkowej, co powinno zwiększyć wpływy do budżetu. Po drugie - będę się starał racjonalizować to, co się da w krótkim okresie.
Racjonalizować, czyli ograniczać?
Tak. Gdy firma się restrukturyzuje, to stara się wyrzucić niepracujące aktywa, przez co obniża się koszty. I takimi samymi kategoriami trzeba będzie zacząć myśleć w finansach publicznych.
Problem z finansami publicznymi polega na tym, że ograniczanie nie wychodzi najlepiej. Każdy plan związany z ograniczaniem wydatków zawsze się rozmywał.
Jeśli się weźmie pod uwagę relację limitu wydatków zapisanych w budżecie na 2005 r. do tego, co planuje się wydać w tym roku, to okazuje się, że może tylko trzy resorty będą miały wzrost wydatków. Całą resztę obejmą redukcje.
Realne czy nominalne?
Nominalne. Cała kwota wydatków rośnie o 3,7%, przy czym - praktycznie rzecz biorąc - ten wzrost jest konsumowany przez wyższą składkę unijną.
A czy widzi Pan takie miejsca, gdzie nie tylko można zracjonalizować, czyli ograniczyć wydatki, ale jeszcze zostanie to poparte przez Sejm?
Można to zrobić wszędzie, pod warunkiem że odejdzie się od obecnej metody budżetowania. Ta zmiana nie będzie jeszcze dotyczyć budżetu na 2005 r., ale już obejmie ustawę na 2006 r. Przewidywane są zmiany organizacyjne w Ministerstwie Finansów oraz zmiana koncepcji budżetu.
Obecnie budżet oparty jest na metodzie kasowej. Ma być w przyszłości oparty na memoriałowej, w której budżet jednostki będzie dostosowany do potrzeb, jakie ona określi. Poza tym, podstawową jednostką w budżecie nie będzie już ministerstwo branżowe. Ono ustala limit wydatków podległych sobie jednostek, co uniemożliwia kontrolę przepływów tych pieniędzy przez resort finansów. W rezultacie nie wiemy, co się w takich jednostkach dzieje.
A kiedy zostanie ograniczona niezależność finansowa instytucji publicznych, np. ZUS-u? Mówił Pan wielokrotnie, że jego wydatki praktycznie pozostają poza kontrolą.
Rzeczywiście, są poza kontrolą, choć robiony jest audyt itd. Tymczasem do ZUS w formie dotacji idzie trzydzieści kilka miliardów złotych. Do tego dochodzi dotacja do KRUS w wysokości 15 mld zł. Czyli łącznie około 50 mld zł idzie na cele, nad którymi kontrola ministra finansów jest iluzoryczna. A to przecież są pieniądze podatników.
Czy to się zmieni?
Jest koncepcja, aby wprowadzić większą kontrolę nad przychodami i wydatkami instytucji, które należą do systemu finansów publicznych.
A jest szansa, żeby zaoszczędzić na tego typu instytucjach?
Jest tajemnicą poliszynela, co się dzieje, więc nie będę opowiadał.
Ale ja nie wiem...
Dziennikarze piszą przecież o tym, co ZUS robi, o różnych inwestycjach czy różnych przedsięwzięciach...
Miałem nadzieję, że mówi Pan na przykład o planach redukcji zatrudnienia.
Nie może być tak, że w całej gospodarce rynek pracy wygląda nie najlepiej i tylko w administracji zatrudnienie cały czas rośnie. Pytanie, czy rośnie produkcja, czyli wartość dodana, wytworzona w administracji? Według GUS - nie bardzo, a więc z punktu widzenia makroekonomii dzieje się coś złego. Trzeba więc zacząć myśleć nad koncepcją zmniejszenia zatrudnienia lub innego sposobu funkcjonowania instytucjJa mogę oceniać efektywność ekonomiczną i występować z inicjatywą zmian, ale nie mogę nakazać tych zmian.
Ciekaw jestem, czy to tylko mgliste koncepcje, czy może coś bardziej realnego. Mógłby Pan jeszcze coś na ich temat powiedzieć?
Domaga się pan, abym mówił o czymś, co nie zostało jeszcze opublikowane. Lepiej zostawmy to na czas, kiedy te koncepcje będą już na papierze.
Czyli prace nad nimi trwają?
Tak.
W takim razie proszę chociaż powiedzieć, kiedy zmiana metody konstrukcji budżetu z kasowej na memoriałową weszłaby w życie?
Prace nad memoriałowym podejściem do finansów publicznych rozpoczęte zostaną jeszcze w budżecie na 2005 r. A już od 1 stycznia przyszłego roku rozpoczną się prace nad wprowadzeniem metody memoriałowej do budżetu na 2006 r. Jeśli się nie uda, wejdzie to do budżetu na 2007 r.
Czy wiadomo, jakie oszczędności przyniesie ta zmiana?
Trudno powiedzieć. W każdym kraju wprowadzenie tej metody w dłuższym okresie owocowało oszczędnościami. W dłuższym, bo w krótszym jest różnie - trzeba zmienić organizację, co może nieco kosztować. Jest to podejście, które daje oszczędności. Chodzi o zmianę sytuacji, w której jednostka najpierw dostaje pieniądze, a następnie myśli, na co je wydać. Jednostka powinna dostawać pieniądze na ściśle określone potrzeby.
Dziękuję za rozmowę.