Wartość netto inwestycji w akcje zagranicznych spółek wyniosła w ubiegłym roku 72 mld USD, bijąc poprzedni rekord z 1993 r. (63 mld USD). W tym roku jest jeszcze lepiej - do maja amerykańscy inwestorzy kupili zagraniczne akcje za 36,7 mld USD więcej niż ich sprzedali. W całym 2004 r. wartość inwestycji pośrednich może wynieść netto 90 mld dolarów. To o 25% więcej niż rok wcześniej.
Zainteresowanie zagranicznymi rynkami zbiegło się w czasie z globalnym ożywieniem gospodarczym. Zdaniem ekonomistów, to skumulowany efekt procesu obniżania stóp procentowych i rosnących nakładów inwestycyjnych spółek. Najpierw ożywiło to amerykańską gospodarkę, teraz efekt jest widoczny w skali globalnej. Stąd przy słabnącym dolarze inwestorzy widzą szanse na większe zyski w Europie i Japonii niż USA.
Oprócz bezpośrednich zakupów akcji na giełdach poza USA i kwitów depozytowych (tzw. ADR-ów) zagranicznych spółek na nowojorskim rynku, rośnie także zainteresowanie drobnych inwestorów funduszami powierniczymi lokującymi kapitał poza Stanami Zjednoczonymi. Według AMG Data Services, w ciągu pierwszych siedmiu miesięcy bieżącego roku w tym segmencie rynku funduszy ulokowano 31 mld USD netto. Według prezesa AMG Roberta Adlera, jeśli tempo zostanie utrzymane, to zostanie dwukrotnie przekroczony rekord wpływów funduszy zagranicznych z 1994, który wyniósł 34 mld USD netto.
Drobni i duzi inwestorzy są szczególnie zainteresowani rynkiem japońskim, gdzie wędruje prawie połowa inwestowanego kapitału. Ponad jedna trzecia inwestycji ląduje w innych krajach azjatyckich z Chinami na czele. Resztę stanowią lokaty w Europie Zachodniej i na pozostałych wschodzących rynkach.
Najpoważniejszym czynnikiem sprzyjającym zagranicznym inwestycjom jest słabnący dolar. Wyniki zagranicznych spółek i funduszy przeliczone na amerykańską walutę wyglądają doskonale na papierze, zachęcając do dalszych lokat. Nic więc dziwnego, że doradcy finansowi sugerują klientom zwiększenie udziału inwestycji zagranicznych w portfelach.