Reklama

Znikanie nikomu nie szkodzi

Przychodzi lato i okazuje się, że państwo znakomicie potrafi się obejść bez Sejmu. Nagle wszystkie ważne ustawy nie są aż takie ważne, żeby ich nie odłożyć o miesiąc

Publikacja: 10.08.2004 08:34

Wakacje dla dziennikarzy to najgorszy okres. Nie dzieje się zwykle prawie nic, a pisać przecież trzeba. Poza tym - wszyscy, do których człowiek dzwoni, są na urlopach. I tylko biedny dziennikarz siedzi w pracy.

W normalnych gazetach sięga się w takim okresie po dość dziwne tematy - ot, wampiry, zabobony itd., itp. Podejrzewam, że swoje zabobony ma i branża finansowa, ale jakoś nie chce się do tego przyznać. A byłoby to ciekawe - np. wyznanie typu: nie kupuję akcji, których liczba wynosi 44. Albo stwierdzenie ministra finansów, mówiącego, że budżet, który spadł na podłogę, trzeba przydepnąć albo nowelizować. Ale - jak już mówiłem - finansiści nie chcą coś się przyznawać do wiary w tego typu gusła, więc gazety finansowe jako jedyne pozostają w okresie kanikuły śmiertelnie poważne.

Jednak wakacje to także okres, gdy widać, że wiele rzeczy, bez których ludzkość pozornie nie może się obejść, jest tak naprawdę niepotrzebna. Ot, choćby dom czy mieszkanie - w wakacje wielu ludzi mieszka pod namiotami i sobie chwali. Może nie podczas tegorocznych wakacji i nie w naszym kraju, ale generalnie - namioty z powodzeniem zastępują dach.

Innym odkryciem jest to, że państwo znakomicie potrafi się obejść bez Sejmu. Nagle okazuje się, że wszystkie ważne ustawy nie są aż takie ważne, żeby ich nie odłożyć o miesiąc. Razem z posłami znikają z Sejmu podziały polityczne i nagle mamy Front Jedności Narodu, którego członkowie zgodnie smażą się na słońcu, choć w różnych miejscach.

Mało tego - nie ma Sejmu, ale również nie ma też sporej części ministrów. Czasem człowiek w ogóle ma wrażenie, że nie ma rządu. I co - i nic. Okazuje się, że bez tego tak samo da się żyć, jak bez ciepłej wody i telewizji.

Reklama
Reklama

Marzy mi się taki eksperyment, którego celem byłoby sprawdzenie, co tak naprawdę jest konieczne do życia. Ot, wiadomo, namiot to fajna rzecz, ale tylko w lecie, a potem każdy woli cztery ściany, dach i piec. Podobnie będzie z ciepłą wodą, ale nie jestem pewien już, czy np. Senat będzie niezbędny do życia...

Mam też poważne wątpliwości, jak bardzo konieczne jest np. Ministerstwo Kultury. Kiedyś jeszcze miało ono swoje uzasadnienie jako miejsce pracy pana Tomasza, zwanego Samochodzikiem. Ale teraz, kiedy już nawet pan Michał, zwany Toberem, już tam nie pracuje... Nie wiem także, czy konieczne jest Ministerstwo Nauki, skoro jego szef ma tak niewiele do roboty, że z nudów szuka posady za granicą.

Nie wiem też, czy nie da się żyć bez resortu ochrony środowiska czy też Ministerstwa Rolnictwa. Tak samo jak nie wiem, komu jest potrzebny prezydent. W końcu nawet poza wakacjami niewiele o nim słychać.

Mogłoby się okazać, że nikomu nie będzie przeszkadzać zniknięcie Senatu oraz połowy ministrów i ministerstw. Potem mogłoby się rozpocząć "znikanie" ustaw. A następnie - kto wie - może zaczęlibyśmy spłacać - czyli znikać - dług publiczny...

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama