Wczorajsze notowania znacznie pogorszyły pozycję posiadaczy akcji. Najgorszą informacją wcale nie była skala spadku, która doprowadziła do przełamania ważnego wsparcia przy 1650 pkt. Złym znakiem było pojawienie się zdecydowanej podaży, która zepchnęła kursy wielu dużych spółek do najniższego poziomu w tym roku. Potwierdziła ona przypuszczenia, że szybko pogarszające się ostatnio nastroje na zagranicznych parkietach znajdą odbicie w poziomie notowań na naszej giełdzie.
Reakcja na przecenę na świecie nie jest dobrym prognostykiem, gdyż wiele wskazuje, że tam zniżki dopiero się zaczynają. Reakcja inwestorów giełdowych na kolejną podwyżkę stóp procentowych w USA była taka sama jak w końcu czerwca - wzrost indeksów w dniu podwyżki i mocny spadek na następnej sesji. Zapoczątkował on zresztą trwający do dzisiaj ruch, który zmniejszył wartość S&P 500 o ponad 6%. Z taką skalą spadku inwestorzy w USA nie mieli do czynienia od wiosny 2003 r. Dotąd najgłębsza zniżka miała 5%. W Ameryce przeważa w większości komentarzy przekonanie, że zaostrzenie polityki pieniężnej nie będzie miało negatywnego wpływu na kursy akcji. Na razie nie znajduje ono potwierdzenia w rzeczywistości. Tym samym maleją szanse na powtórkę scenariusza z 1994 r., kiedy giełdowe parkiety przetrwały roczny cykl podwyżek stóp w trendach bocznych. Dużo bardziej prawdopodobne jest wystąpienie wariantu z 2002 r., kiedy wielomiesięczne konsolidacje zakończyły się wybiciem w dół. Po kilkudniowym ruchu powrotnym nastąpiła gwałtowna przecena.
Oprócz czynników zewnętrznych nasz rynek pozostaje pod wpływem oczekiwania na szczegóły oferty PKO BP. Przedstawione wczoraj przez prezesa korzystne prognozy wyników tej firmy dodatkowo zachęciły do pozbywania się akcji już notowanych banków. WIG-Banki osiągnął najniższą wartość od pół roku. Niepewność związana z tym, jak duża część oferty zostanie skierowana do krajowych instytucji, też robi swoje. Najbardziej ucierpiał Pekao, którego kurs znalazł się wczoraj przy dwuletniej linii trendu rosnącego.