Obie instytucje mają ostatnio problemy z mierzeniem eksportu i importu. NBP jakiś czas temu zmienił metodologię podawania danych. Wcześniej opierał się na informacjach nt. płatności, które pochodziły z systemu bankowego. Teraz wylicza bilans handlowy na bazie transakcji, czyli w sposób zbliżony do metodologii stosowanej przez GUS. Na dodatek, od początku maja NBP posługuje się nowym systemem rejestrującym nasze obroty handlowe z zagranicą. Efekt? W maju bank centralny zaniżył eksport o ponad 1,1 mld euro, a import - o prawie 1,5 mld euro. Dane za czerwiec nie zostały jeszcze zweryfikowane.
Kłopoty z wyliczeniem eksportu i importu ma też GUS. Od momentu naszego wejścia do UE zniknęły granice celne z krajami Unii. Nie ma też deklaracji celnych, które były źródłem informacji o naszym handlu zagranicznym. Teraz GUS zbiera dane za pośrednictwem systemu Intrastat. Niestety, nie wszystkie firmy przekazują mu dane o swoich obrotach z zagranicą. Liczba deklaracji podlega dużym wahaniom z miesiąca na miesiąc. A to powoduje, że dane GUS stały się mniej wiarygodne.
Jeszcze ciekawsze są różnice pomiędzy wyliczeniami NBP i GUS. Z danych miesięcznych publikowanych przez bank centralny wynika, że w pierwszym półroczu Polska miała deficyt w obrotach handlowych z zagranicą na poziomie niespełna 2,2 mld euro. Według GUS deficyt wyniósł aż 6 mld euro. Obie instytucje podobnie szacują wielkość importu (NBP na 33,2 mld euro, a GUS - 33,9 mld euro). Znacząco różnią się natomiast w ocenie eksportu. Z danych banku centralnego wynika, że wyniósł on w pierwszym półroczu nieco ponad 31 mld euro, a z danych GUS - tylko 27,9 mld euro. - To zaskakująca różnica - przyznaje Iwona Pugacewicz-Kowalska, główna ekonomistka CAIB Securities. - Nie wiem, czym to wytłumaczyć i które dane są bardziej wiarygodne - dodaje Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK.