O sprawie poinformował wczoraj rano rosyjski serwis informacyjny Rossbusinessconsulting (RBC). Według tych doniesień, Jurij Sawieliew, zastępca przewodniczącego komisji ds. przemysłu w Dumie, wystosował do trzech instytucji pismo z prośbą o zbadanie, czy inwestorzy z zagranicy mają przeznaczone tylko dla rezydentów Rosji akcje gazowego koncernu. Chodzi o pakiet 6,5% udziałów w Gazpromie. Listy od Sawieliewa zostały przesłane do Federalnego Biura Bezpieczeństwa, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych oraz biura prokuratora generalnego Rosji.
Zdaniem rosyjskiego parlamentarzysty, winę ponoszą działające w Rosji domy maklerskie, m.in. United Financial Group (UFG), które stosując pokrętne metody, umożliwiły inwestorom spoza tego kraju kupowanie akcji spółki. Normalnie nie jest to możliwe, bowiem Gazprom jest uznawany za przedsiębiorstwo o znaczeniu strategicznym i jego akcjonariuszami mogą być tylko rezydenci Rosji. Dla inwestorów z zagranicy przeznaczona jest specjalna pula papierów, które od kilku lat pod postacią ADR-ów (kwitów depozytowych) notowane są na giełdach na świecie. W kwietniu o możliwości zniesienia tych ograniczających przepisów mówił minister gospodarki German Gref. Zapowiadał, że nastąpi to jeszcze przed końcem roku.
Po doniesieniach serwisu RBC akcje Gazpromu spadły na moskiewskiej giełdzie RTS o 7,8 rubla, do 52,2 rubla. Tak dużą zniżkę ostatni raz zanotowano ponad 4 lata temu, w czerwcu 2000 r.
Według Andrieja Szaronowa, cytowanego przez "The Russia Journal", zastępcy rosyjskiego ministra ds. rozwoju gospodarczego, metody stosowane przez UFG przyczyniły się do zmniejszenia kapitalizacji rosyjskiej spółki. Liczona według notowań ADR-ów (jeden reprezentuje 10 akcji) jest blisko dwa razy większa od wyceny na podstawie kursu w rublach z giełdy w Moskwie.
Gazprom jest największym producentem gazu ziemnego na świecie. Jego udział w globalnym rynku sięga 20%. Spółka odpowiada za ok. 8% PKB Rosji.