WIG20 zyskał wczoraj 1,4% i była to dziewiąta kolejna zwyżka indeksu największych spółek. Dodatkowo najsilniejsza w serii. Można zatem odnieść wrażenie, że w miarę jak indeks posuwa się w górę wykresu popytowi przybywa sił. To bardzo korzystny sygnał dla posiadaczy akcji, bo sugeruje wybicie z trendu bocznego górą. Zamknięcie sesji na 1726,9 pkt daje doskonałą pozycję do ataku na czerwcowy szczyt na 1735 pkt. Krótkoterminowe trendy wzrostowe na rynkach zagranicznych przesądzą, że atak ten będzie udany. Szczególnie że na wykresie skupiającego szerszą grupę spółek indeksu WIG, do wybicia ponad analogiczny opór już doszło. Wskaźnik ma najwyższą wartość od początku maja.

Wracając do WIG20 - droga do tegorocznego wierzchołka (1869 pkt w połowie kwietnia) będzie wtedy otwarta. Wątpię, żeby WIG20 całą ją przebył i wczorajsza sesja wcale moim sceptycyzmem nie zachwiała.

Wprawdzie obroty na akcjach z WIG20 po raz pierwszy od dwóch miesięcy przekroczyły 300 mln zł, ale ich rozkład był dość specyficzny. Ponad dwie trzecie przypadły na BRE Bank, PKN Orlen i TP. Z tego duża część to umówione transakcje. Jeśli mimo wszystko uznać, że wczorajsza sesja jest sygnałem wejścia na nasz rynek graczy zagranicznych, to wcale nie jest to dobry znak. Popyt od tej grupy inwestorów ostatnimi czasy nie utrzymywał się długo.

Najbardziej zagorzałym zwolennikom spadków po wczorajszej sesji przed oczami mignąć musiały wydarzenia z połowy 2002 roku. Wtedy również po męczącej konsolidacji również do głosu doszedł popyt. Jednak atak byków był tylko pułapką, po której szybko ruszyliśmy na południe. Powtórka z historii jest bardzo wątpliwa.

To, co po wczorajszej sesji robi wrażenie, to wykres PKN Orlen. Gdyby jeszcze historyczne maksimum na spółce mającej największy udział w WIG20 znalazło poparcie w notowaniach innych firm, to o trend wzrostowy można by być spokojnym. A tak wykres płocki koncern tylko gwarantuje, że rynek mocno nie spadnie.