London Stock Exchange to największy rynek akcji w Europie pod względem kapitalizacji (2,02 bln euro) i liczby notowanych spółek (2753). Deutsche Boerse, właściciel giełdy z Frankfurtu (kapitalizacja 826 mld euro, 840 notowanych spółek), walczy o miano drugiego rynku na Starym Kontynencie z sojuszem Euronext, właścicielem parkietów z Paryża, Amsterdamu, Brukseli i Lizbony.
Według "FTD" Deutsche Boerse dysponuje kwotą ok. 1,5 mld euro, którą może przeznaczyć na przejęcia bądź fuzje. W ubiegłym tygodniu propozycję "zacieśnienia współpracy" złożoną przez Niemców, odrzuciła spółka SWX, właściciel giełdy w Zurychu. Obie instytucje łączy już wspólny rynek derywatów - Eurex, ale na połączenie rynków akcji Szwajcarzy nie mieli ochoty.
Dlatego Werner Seifert zwrócił się prawdopodobnie ponownie ku giełdzie londyńskiej. "Negocjacje, które trwały już od pewnego czasu, nabrały tempa" - zapewnia niemiecki dziennik. Jeśli rozmowy się powiodą, wówczas powstanie zdecydowanie największa giełda w Europie, wyraźnie wyprzedzająca Euronext. Jakie są na to szanse?
Na niekorzyść tego projektu przemawia już jedno fiasko takiego połączenia. W 2000 r. LSE i Deutsche Boerse oficjalnie ogłosiły już fuzję i rozpoczęły przygotowania do niej. Jednak po kilku tygodniach operację odwołano. Przeważyła niechęć udziałowców LSE, a ponadto w komentarzach przewijały się stwierdzenia, że fuzja taka nie była możliwa ze względów politycznych.
Teraz sytuacja jest trochę inna. Po pierwsze, nasiliła się konkurencja. Widać to choćby na przykładzie rynku holenderskiego. Deutsche Boerse i LSE natychmiast wykorzystały niezadowolenie emitentów i inwestorów ze zbyt wysokich - ich zdaniem - opłat na Euronext Amsterdam i zaproponowały handel akcjami holenderskich spółek na własnych rynkach. Euronext przed dwoma laty sprzątnął z kolei sprzed nosa giełdzie londyńskiej rynek derywatów Liffe. Po drugie, narodowe giełdy muszą liczyć się z atakiem ze strony alternatywnych, elektronicznych platform obrotu. Obroną przed nimi mogą być fuzje.