We wtorek wieczorem nowy czeski rząd Stanislava Grossa, złożony z socjaldemokratów, ludowców i liberałów, uzyskał wotum zaufania niewielką przewagą głosów. Poparło go 101 z 200 posłów niższej izby czeskiego parlamentu. Taki wynik głosowania został spokojnie przyjęty przez rynek finansowy. Korona wczoraj lekko umocniła się w stosunku do euro - za jednostkę wspólnej waluty płacono 31,64 koron, w stosunku do 31,67 koron w poniedziałek. PX 50, główny wskaźnik giełdy w Pradze, zyskał na otwarciu 0,4%.
Reform nie będzie?
Analitycy nie wykazują jednak entuzjazmu wobec nowego rządu, szóstego w ciągu 11 lat po rozpadzie Czechosłowacji. W programie gospodarczym koalicjanci obiecali więcej pieniędzy dla rodzin z dziećmi i podwyżkę emerytur. Polityka gabinetu Grossa powinna zaś iść w zupełnie przeciwną stronę. Czechy muszą do 2008 r. zejść z poziomem deficytu budżetowego poniżej 3% PKB, jeśli chcą przyjąć wspólną europejską walutę dwa lata później. W zeszłym roku ten deficyt wynosił 13% PKB, na ten rok prognozuje się 6,3%
Radek Maly, szef działu analiz w praskim oddziale Citibanku, w rekomendacji dla inwestorów rynku obligacji i walutowego napisał, że rząd prawdopodobnie zachowa niektóre elementy planu cięć, przygotowanego przez poprzednią administrację, jednak nie ma co liczyć na przeprowadzenie "bolesnych reform", których potrzebują niewydolne systemy emerytalny i pomocy socjalnej.
Socjaldemokraci utrzymali w Czechach władzę po wyborach w 2002 r., idąc do nich z hasłami podwyżki świadczeń socjalnych, obniżenia wieku emerytalnego i zwiększenia obciążeń podatkowych najbogatszych. Zamiast tego Czesi doczekali się podwyżek akcyzy i VAT, obniżenia zasiłków chorobowych i podwyższenia wieku emerytalnego. W ten sposób rząd chce zaoszczędzić do 2006 r. około 200 mld koron (7,73 mld USD).