Kontrowersyjne zapisy zakładały wprowadzenie procentowego limitu kwoty, o jaką w danym okresie rozliczeniowym może zostać zmniejszona wartość polisy ubezpieczenia inwestycyjnego. Obecnie, suma, jaką otrzyma jej nabywca, zależy głównie od wyników "obracania" jego pieniędzmi przez firmę oferującą produkt. Gdyby pierwotne założenia reformy weszły w życie, spółki z sektora musiałyby przy podpisaniu umowy ubezpieczenia ustalać "docelową" wartość polisy oraz w przypadku słabych wyników inwestycyjnych uzupełniać ją własnymi środkami. Zdaniem H. Patela, takie rozwiązanie pogłębiłoby tylko spowodowany złą koniunkturą na giełdzie kryzys na rynku wspomnianych produktów.
- Musimy wprowadzić pewne zmiany systemowe, w ciągu ostatnich 3 lat bowiem sprzedaż inwestycyjnych ubezpieczeń na życie spadła o 75% - powiedział Paul Langham z FSA. - Chcemy jednak, by zmiany były korzystne zarówno dla klientów, jak i podmiotów działających na rynku - dodał.
Reforma, która ma wejść w życie z początkiem przyszłego roku, zakłada również ograniczenie kar finansowych, jakie firmy ubezpieczeniowe mogą nakładać na osoby, które przedwcześnie rezygnują z polis i domagają się wypłaty zgromadzonych na ich rachunkach pieniędzy. Nowe regulacje nakładają również na spółki z sektora obowiązek dokładniejszego informowania klientów o charakterystyce oraz ryzyku związanym z oferowanymi produktami.