W połowie sierpnia rentowność polskich obligacji skarbowych przełamała rozpoczęte w maju-czerwcu 2003 r. trendy wzrostowe. Można oceniać, że była to reakcja na trwające od marca szybkie wyhamowanie dynamiki rocznej produkcji przemysłowej (z 23,5% do 6% w lipcu), powszechne oczekiwania osiągnięcia przez dynamikę CPI cyklicznego szczytu już w sierpniu (i jej gwałtowny spadek do maja 2005 r.) oraz trwającą od czerwca zwyżkę cen obligacji na głównych rynkach. Można spekulować, że skoro impuls popytowy, który wystąpił przed wejściem do UE, okazał się nietrwały (i jak pokazały dane o produkcji za lipiec obecnie jest korygowany), podobnie będzie z impulsem cenowym, który pojawił się po wejściu do UE.

Nawet gdyby jednak tak się nie stało, to połączone opóźnione dezinflacyjne efekty spowolnienia gospodarczego, wzrostu stóp procentowych, wzmocnienia złotego i wyhamowania cen surowców na świecie (od marca; poza ropą naftową) wydają się gwarantować trwały cykliczny spadek dynamiki wskaźników inflacji w perspektywie następnego 1,5 roku.

W poprzednim cyklu koniunkturalnym hossa na rynku obligacji rozpoczęła się w październiku 2000 r. w 10 miesięcy po szczycie dynamiki produkcji przemysłowej, 3 miesiące po szczycie inflacji i 1,5 miesiąca po ostatniej w ówczesnej serii podwyżce stóp RPP. Powtórzenie tego schematu obecnie sugerowałoby późniejsze o kilka miesięcy dno cen obligacji, ale nawet gdyby tak miało się stać rzeczywiście, to przełamana 2 tygodnie temu linia trendu wzrostowego rentowności stanowić powinna solidne wsparcie dla cen.

To powoduje, że obecne poziomy cen obligacji obniżone po nieco irracjonalnej reakcji inwestorów na podwyżkę stóp RPP (Rada jedynie próbuje z opóźnieniem dogonić rynek), wydają się być dosyć atrakcyjne w 4-5-miesięcznej perspektywie. 40-tygodniowa cykliczność zachodnich rynków obligacji (analogiczna do obserwowanej na rynkach akcji) sugeruje, że kolejny globalny szczyt cen obligacji - porównywalny z tymi X 02, VI 03 czy III 04 - powinien wypaść na przełomie tego i następnego roku.