Przez całą minioną dekadę Unia Europejska miała wolniejsze tempo wzrostu gospodarczego niż USA. W 2000 r. w Lizbonie przywódcy Unii przyjęli deklarację o przekształceniu tego regionu do 2010 r. w "najbardziej konkurencyjną gospodarkę świata" - jak głosi wspólne oświadczenie. Wyprzedzić pod tym względem USA udało się jednak tylko raz - w tragicznym dla Ameryki 2001 r. Na bieżący rok prognozy przewidują 1,7% wzrostu PKB w strefie euro i 4,2% w USA. W przyszłym roku rozpiętość ta ma się zmniejszyć, ale nadal USA mają rozwijać się szybciej - o 3,2%, w porównaniu z 2,3% w strefie euro.
Od początku 1999 r., kiedy w Europie zaczęła obowiązywać wspólna waluta, indeks Dow Jones Average wzrósł o 11%, a europejski wskaźnik Dow Jones Stoxx 50 stracił jedną piątą. Co gorsza, w II kw. tempo wzrostu w strefie euro spadło do 0,5%, gdyż rekordowy eksport nie zdołał stworzyć miejsc pracy ani pobudzić wydatków konsumpcyjnych. Po prostu dlatego, że na przykład niemieckie firmy coraz więcej produkują w fabrykach zbudowanych za granicą. Dlaczego? Koszty pracy są w Niemczech sześć razy wyższe niż w Europie Środkowowschodniej i 20 razy wyższe niż w Chinach. Stawka podatkowa od przedsiębiorstw jest prawie dwa razy wyższa niż np. na Słowacji.
Zmniejsza się też popularność ekip rządzących we Francji i we Włoszech. Francuski rząd od dłuższego czasu utrzymuje, że 35-godzinny tydzień pracy zmniejsza siłę nabywczą gospodarstw domowych, szkodzi finansom państwa, a przedsiębiorstwa skłania do przenoszenia działalności za granicę. Mimo to prezydent Chirac zapewnił, że nie będzie zabiegać o unieważnienie tego przepisu wprowadzonego przez poprzedni rząd socjalistyczny. Stopa bezrobocia we Francji wciąż bowiem sięga 10% i jest najwyższa od czterech lat. - Mamy za dużo podatków, za dużo ograniczeń na rynku pracy i w ogóle cała gospodarka jest za bardzo zbiurokratyzowana - powiedział agencji Bloomberga Jean-Francois Roubaud, szef największej we Francji federacji małych i średnich firm.
To samo nęka włoską gospodarkę, najbardziej zadłużoną w strefie euro. Rząd Berlusconiego zapowiada obniżenie podatków, ale nie precyzuje źródeł sfinansowania tej operacji, a jego partia ma o 8 pkt proc. mniejsze poparcie niż w czasie wyborów. Też nie ma więc siły na wdrożenie odważniejszych reform.
Bloomberg