Notowania Alitalii obniżyły się wczoraj na początku sesji w Mediolanie o 5,9% do najniższego poziomu w historii. Kapitalizacja spółki wynosiła zaledwie 728 mln euro. Od początku roku kurs akcji spadł już prawie o 30%.

Dyrektor generalny znajdujących się pod kontrolą państwa włoskich linii - Giancarlo Cimoli, prowadzi negocjacje ze związkami zawodowymi w sprawie planowanej redukcji kosztów, m.in. poprzez zwolnienie ok. 25% spośród ponad 20 tysięcy pracowników. To jedyny ratunek dla firmy, ponieważ z pomocy dla niej wycofał się rząd. Niedawno włoski minister ds. europejskich Rocco Buttiglione powiedział, że jeśli Alitalia nie ogłosi planów restrukturyzacji, nie ma co liczyć na gwarantowane pożyczki w wysokości 400 mln euro, ponieważ jest to sprzeczne z zasadami wolnej konkurencji rządzącymi rynkiem UE. Plany zarządu, na które nie zgadzają się pracownicy, zakładają, że firma w ciągu czterech lat obniży koszty działalności o 800 mln euro.

W I półroczu włoskie linie zanotowały stratę netto w wysokości 330 mln euro. Rok temu były 315 mln euro na minusie. W całym bieżącym roku Alitalia spodziewa się straty przynajmniej takiej samej, jak w 2003 r, gdy wyniosła ona 510,6 mln euro. Częściowo do słabych wyników przyczynili się pracownicy organizujący w ostatnich miesiącach dosyć częste strajki.

W opublikowanym wczoraj komunikacie dla mediolańskiej giełdy zarząd Alitalii napisał, że na koniec lipca spółka dysponowała gotówką w wysokości 120 mln euro. To o 11% więcej niż w końcu czerwca, ponieważ miesiące wakacyjne, gdy ożywia się ruch turystyczny, tradycyjnie nieco poprawiają wyniki linii lotniczych. Jednak i tak obecne zasoby wystarczą na prowadzenie działalności operacyjnej tylko przez około miesiąca - brzmi jednak ostrzeżenie władz spółki.