NYSE chce, żeby spółki deklarowały - jak to jest dotychczas - których członków rad nadzorczych (amer. directors) uznają za niezależnych, ale też - to nowość - wyjaśniły, na jakiej podstawie to ustaliły. Wniosek w sprawie zmiany przepisów NYSE złożyła w amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) na początku sierpnia. Jak zapewniają rzecznicy SEC, instytucja jest na etapie jego rozpatrywania.
Przepisy, które wymagają, żeby w radach nadzorczych spółek z NYSE więcej niż połowa ich członków miała status niezależnych, obowiązują od listopada zeszłego roku. Zostały wprowadzone, aby należycie chronić interesy akcjonariuszy spółek - po fali skandali, m.in. z udziałem Enronu, kiedy nie zawsze przestrzegano procedur nadzoru.
Problem jednak w tym, że spółki interpretują je dość dowolnie. Mimo że NYSE dała jasne wytyczne, pozwalające ustalić, którego członka rady nadzorczej można uznać za niezależnego (m.in. nie może mieć rodziny wśród top- menedżmentu spółki; nie może otrzymywać więcej niż 100 tys. USD na rok w ramach usług konsultingowych dla tej spółki; nie może pracować dla innej firmy, której ponad 2% lub 1 mln USD przychodów jest generowanych przez tę spółkę), korporacjom zdarza się wpro-wadzać swoich akcjonariuszy w błąd.
Tak postąpił m.in. koncern Apple, który w marcu podał, że wszyscy członkowie rady nadzorczej są niezależni, poza dyrektorem generalnym firmy Stevem Jobsem. Tymczasem kalifornijski Calpers, największy w USA fundusz emerytalny i udziałowiec Apple, wytknął spółce, że niezależny nie jest też Jerome York, szef komisji ds. audytu. Był on w grupie inwestorów, która kupiła firmę Microwarehouse, handlującą komputerami produkowanymi przez Apple (w 2003 r. Microwarehouse odpowiadał za 2,4% przychodów Apple). - Odkryliśmy, że wiele firm mówi, że ich dyrektorzy są niezależni, gdy tak nie jest - twierdzi rzecznik Calpers Brad Pacheco. Fundusz wycofał swoje poparcie (głosy na zgromadzeniu akcjonariuszy) dla Yorka, jak też dla około 70 innych członków rad nadzorczych w 42 korporacjach, bo miał wątpliwości co do ich niezależności.
Bloomberg