Pytanie wydaje się retoryczne, skoro indeks największych spółek zamknął wczorajszą sesję na najwyższym poziomie w zapoczątkowanej przed ponad trzema tygodniami fali wzrostowej. Jednak 1730,9 pkt to tylko 0,3% więcej niż WIG20 miał na zamknięcie notowań wtorkowych. Dodatkowo od dziennego maksimum indeks stracił 11 punktów, a cały spadek dokonał się w ostatniej godzinie sesji. To pokazuje, że tak naprawdę żadna ze stron - ani popyt, ani podaż - nie jest w stanie uzyskać większej przewagi. Niezdecydowanie inwestorów obrazuje zbudowana w wyniku wczorajszych notowań świeca wysokiej fali.

Jest zresztą więcej argumentów, wskazujących, że byki będą miały kłopoty ze zdobywaniem terenu. Zdecydowaną przewagę popyt ma tylko na PKN - to jedyna spółka z WIG20, która notowana jest na najwyższym poziomie w historii. Rekordy ustanawia jeszcze tylko PGF, ale wpływ tej firmy na wartość indeksu jest niewielki. Paliwowy koncern największe wsparcie ma w KGHM, którego kurs wczoraj przekroczył 30 zł. Ciekawe, jak notowania zachowują się na poziomie 31 zł, gdzie znajduje się 62-proc. zniesienie kwietniowo-majowej wyprzedaży. Łącznie PKN i KGHM mają niemal 25-proc. udział w portfelu WIG20. Gdyby przyjąć, że w średnioterminowym trendzie wzrostowym znajdują się te firmy, których wykres jest nad średnią z 50 sesji i dodatkowo średnia ta rośnie, to takich spółek jest tylko 7.

W tej sytuacji przyspieszenie zwyżki wydaje się bardziej pobożnym życzeniem posiadaczy akcji, niż realnym scenariuszem. Jest możliwe, że w tym stylu WIG20 dobrnie do 1760-70 pkt. Na tej wysokości znajduje się górne ramię lekko wzrostowego kanału, w którym indeks porusza się od połowy maja. Tutaj także przebiega 62--proc. zniesienie ostatniej fali spadkowej. Przekroczenie tej strefy będzie trudne.

Na razie jednak trend krótkoterminowy jest wzrostowy. Zmiana tej tendencji nastąpi już teraz, jeśli wykres znajdzie się poniżej poziomu 1700 pkt. W takim wypadku WIG20 będzie poruszać się w kierunku dolnego ramienia opisanej formacji przebiegającego na 1650 pkt.