Pensje top menedżmentu w spółce SAP, która jest największym na świecie producentem oprogramowania do zarządzania biznesem, wzrosły w zeszłym roku o 147%. Przeciętna płaca wyniosła 2,2 mld euro. Deutsche Bank, drugi pod względem wielkości bank w Europie, podniósł zaś wynagrodzenia członków swojego zarządu o 81%. Średnio ich portfele zasiliła w zeszłym roku kwota 3,7 mln euro.
W obu tych przypadkach podwyżka wiązała się z wyraźnym wzrostem zysków firm, które w SAP zwiększyły się ponaddwukrotnie, a w Deutsche Banku bardziej niż trzykrotnie. Jeśli chodzi o wszystkie 30 spółek reprezentowanych w indeksie DAX, DSW obliczyło, że w ub.r. pensje w ich zarządach zwiększyły się o 11% (średnia płaca wyniosła 1,4 mln euro), podczas gdy zyski tych firm poszły w górę o 30%. Najbardziej wynagrodzenia obcięła Lufthansa, o 45% - ale nic w tym dziwnego, skoro zeszły rok zamknęła ze stratą. Pięć z 12 spółek z DAX-a, którym w zeszłym roku spadły zyski, mimo to podwyższyło płace swojemu szefostwu.
Niemieckie spółki nie muszą informować o płacach poszczególnych członków zarządu, wystarczy, że podadzą zbiorcze dane. Od dwóch lat istnieje nieformalny kodeks corporate governance, który przewiduje, że spółki będą publikować dokładne informacje. Jego zapisy respektuje jednak tylko 9 firm z DAX-a - wśród nich zarówno SAP, jak i Deutsche Bank. Dlatego wiadomo, że Josef Ackermann, dyrektor generalny Deutsche Banku, dostał w zeszłym roku podwyżkę o 60%, do 11,07 mln euro, a szef SAP Henning Kagermann zainkasował 3,4 mln euro, czyli ponad dwa razy więcej niż w 2002 r.
Być może już niedługo wszystkie niemieckie spółki giełdowe będą musiały informować o pensjach każdego z szefów z osobna, bo ministerstwo sprawiedliwości pracuje nad projektem ustawy wprowadzającej taki obowiązek.
Bloomberg