Siedziba Cantor Fitzgerald znajdowała się w jednej z wież World Trade Center. W wyniku ataku terrorystów zginęło aż 658 z 1058 pracowników firmy. W zamachach w Nowym Jorku zginęło w sumie około 3000 osób. W Arabii Saudyjskiej urodziło się też 15 z 19 porywaczy z 11 września. To także miejsce urodzenia przywódcy Al-Kaidy - Osamy bin Ladena.
Pozew wniesiony w sądzie federalnym na Manhattanie wymienia nazwiska dziesiątek osób oraz muzułmańskich banków i organizacji charytatywnych, które miały według powodów czynnie wspierać terroryzm. Padają tam też oczywiście nazwiska członków Al-Kaidy. Jednak głównym celem adwokatów Cantor Fitzgerald jest Arabia Saudyjska. To właśnie z finansowej pomocy tego kraju miała korzystać Al-Kaida przygotowując zamachy. Pozew zakłada, że władze Arabii Saudyjskiej musiały wiedzieć o finansowym wspieraniu organizacji promujących terroryzm i sugeruje, że między tym krajem a organizacjami islamskimi istniała zmowa przestępcza. Władze królestwa miały więc pośrednio lub bezpośrednio wspierać terrorystów.
W ubiegłym miesiącu Arabia Saudyjska zapoczątkowała w USA kampanię ogłoszeń radiowych, usiłując wyjaśnić swoją rolę w zamachach, powołując się na konkluzję niezależnej amerykańskiej komisji ds. zbadania okoliczności ataków z 11 września. Raport nie zawierał bezpośrednich oskarżeń, stwierdzał jednak, że Arabia Saudyjska była "wątpliwym sojusznikiem w zwalczaniu terroryzmu". Mimo nawiązania współpracy po zamachach w dalszym ciągu istnieją z tym krajem "poważne problemy" - stwierdziła komisja.
Cantor Fitzgerald nie jest jedyną firmą próbującą uzyskać odszkodowania od Arabii Saudyjskiej. Podobną próbę podjęły także towarzystwa ubezpieczenieniowe, które po zamachach z 11 września 2001 roku musiały wypłacić gigantyczne odszkodowania.