Trudno pisać komentarz po takiej sesji jak wczorajsza. Jeśli bowiem spojrzeć na WIG20, to praktycznie cały dzień mieliśmy konsolidację. Jakiekolwiek zmiany większe niż "kosmetyczne" były jedynie przy otwarciu luką oraz w czasie ostatnich dwóch godzin sesji, gdy oglądaliśmy odrabianie strat. Ale tak naprawdę znowu była to konsolidacja, przerywana po prostu szybkimi dziwnymi skokami indeksu, które były wywoływane albo przez koszyki zleceń kupna, albo przez małe transakcje na drugoligowych spółkach. Takie zachowanie niewiele mówi o rynku. No może tylko tyle, że nikt jeszcze nie chce pozbyć się papierów i na rynku zupełnie brakuje podaży.
Taka (kolejna) sesja po wybiciu z wielomiesięcznej konsolidacji to też najgorsze rozwiązanie dla prognozowania kolejnych ruchów, bo nie widać prawdziwej "kondycji" rynku. Zarówno popyt może teraz położyć parę większych zleceń i bez obrotów rozpocząć rajd do góry, jak i podaż paroma zleceniami pokazać, że jest ogromna liczba chętnych do realizacji zysków na tych poziomach. O tym, kto da impuls, przy takim handlu można tylko zgadywać. A na razie nie ma wyjścia i należy zakładać kontynuację ostatniego wzrostu. Zbyt łatwo idzie to podnoszenie rynku, by byki z tego nie korzystały.
Na koniec mała ciekawostka, którą, gdyby nie 11 września, to można by odbierać jako przejaw skrajnego optymizmu zapowiadającego spadki w USA. Okazuje się bowiem, że gracze instytucjonalni bardzo silnie zabezpieczali się na rynkach terminowych. Wszystko oczywiście dzięki indywidualnym inwestorom, którzy biorą na siebie całe ryzyko ewentualnych zamachów terrorystycznych. Niedźwiedź powie, że to fundusze zawsze mają racje, a "ulica" ponosi straty. Byk za to będzie żył nadzieją, że po rocznicy WTC odreagowanie strachu będzie stanowić dodatkowy popyt.