Takiej sytuacji jeszcze nie było. Narodowy Bank Polski nie miał danych, aby oszacować wyniki handlu zagranicznego.
"W lipcu dane o obrotach towarowych z powodu braku informacji z systemu rejestracyjnego CELINA, zarządzanego przez Ministerstwo Finansów, zostały oszacowane przez NBP" - czytamy na początku komentarza NBP do danych o bilansie płatniczym.
Jak udało się nam ustalić, resort finansów przekazał dane. Tyle tylko, że od czasu wejścia Polski do Unii Europejskiej zmienił się system ich liczenia. Wcześniej NBP liczył to na podstawie informacji o przepływach pieniężnych, uzyskiwanych od banków, a GUS - na podstawie druków SAD, składanych na granicy. Obecnie zaś obie instytucje posługują się tymi samymi danymi. Ale gromadzi je i weryfikuje GUS. I właśnie fakt, że GUS nie skończył weryfikacji i nie przekazał wyników do NBP, spowodował, że bank centralny opublikował swoje szacunki. Do ich publikacji zmuszają go bowiem przepisy.
Nie wiadomo jednak, na ile wiarygodne będą dane GUS-u. Są one zbierane za pośrednictwem systemu Intrastat, do którego eksporterzy i importerzy sami zgłaszają informacje. Jednak nie udało się nam dowiedzieć, jaka część firm wywiązuje się z tego obowiązku, a jaka nie. Ponieważ firmy powstają i upadają, nie wiadomo, ile przedsiębiorstw takie dane powinno składać.
NBP ma problemy z danymi o handlu zagranicznym od wejścia do UE. W rezultacie co miesiąc bank centralny wprowadza do nich bardzo poważne rewizje. Tak było z danymi za maj, gdy deficyt po rewizji był prawie dwukrotnie większy od tego z danych wstępnych. Z kolei w czerwcu - zamiast 83 mln euro nadwyżki mieliśmy faktycznie ok. 89 mln euro deficytu. Skąd ta zmiana? Bo w szacunkach importu NBP pomylił się o 300 mln euro, ale przy imporcie - aż o 700 mln euro. Z danymi było aż tak źle, że analitycy odmawiali ich komentowania. - Poczekajmy na korektę - mówili. Jak wyjaśnił NBP w komunikacie, te zmiany zostały spowodowane napływem informacji z systemu CELINA.