Kiedy prowadzę program coachingowy dla prezesów firm na temat zarządzania własną karierą, doradzam im, aby nie wysyłali swojego CV na każde werbowanie headhuntera. Moim zdaniem nie warto odkrywać swojej karty zbyt szybko, a ponadto dobry headhunter powinien już dużo wiedzieć na temat kandydata, do którego dzwoni. Jeśli nie wie nic, to pokazuje, że działa przypadkowo, a działania takie raczej nie przynoszą szczęścia.

Z drugiej strony, kiedy prowadzę zlecenie executive search, wymagam od swojej researcherki zdobycia CV kandydata, zanim się z nim spotkam. Uważam, że spotkanie jest bardziej owocne, kiedy mogę wcześniej przeanalizować jego życiorys. W ten sposób wyrabiam sobie bardziej precyzyjne zdanie na temat kompetencji mojego kandydata. Pozwala mi to na szybsze przejście w trakcie spotkania do tematu jego oczekiwań i planów zawodowych.

Często przyrównuję CV do własnego sekretnego ogrodu. Codziennie się zmienia, wymaga pielęgnacji i nie dopuszczamy do niego obcych czy wrogów. Dlatego, kiedy headhunter dzwoni i prosi o życiorys, należy zbadać, czy jest to osoba godna naszego zaufania. Wysłanie CV to umowa najwyższego zaufania.

Arabowie boją się, że jeśli ktoś obcy robi im zdjęcie, to zabiera część ich duszy. Tak samo menedżerom polecam uważać, komu wysyłają CV, czyli komu pozwalają zatrzymać kawałek ich reputacji. n

Autor jest absolwentem ESCP - wiodącej szkoły biznesu we Francji. Pracę rozpoczął we Francji jako konsultant, a potem pracował w Polsce jako attaché handlowy. W 1991 r. utworzył NAJ - pierwszą w Polsce agencję rekrutacyjną. W 2004 r. stworzył firmę RSQ Management należącą do wyspecjalizowanej w poszukiwaniach międzynarodowych sieci Transearch.