Kilka ostatnich dni przyniosło spore wahania notowań na rynku naftowym. Przyczyniły się do nich spowodowane przez huragan zaburzenia w wydobyciu ropy w Zatoce Meksykańskiej, a także rozważania dotyczące wielkości dostaw tego surowca przez kraje OPEC i stan jego zapasów w USA.
Po czwartkowej publikacji danych o amerykańskich rezerwach paliw płynnych, które wykazały większy, niż oczekiwano, spadek zapasów ropy, jej cena przekroczyła w Londynie 42 USD, a w Nowym Jorku 44 USD za baryłkę. W następnych dniach uwagę uczestników rynku przyciągały huragany pustoszące wyspy na Morzu Karaibskim i zagrażające instalacjom naftowym w Zatoce Meksykańskiej. Początkowo spodziewano się, że najgroźniejszy z nich o nazwie Iwan ominie platformy w tym rejonie, toteż notowania obniżyły się o około 2 USD. Gdy jednak towarzystwa naftowe musiały wstrzymać wydobycie i ewakuować personel, ropa ponownie zdrożała o 1,5 USD.
Wczoraj zwrócono znów uwagę na OPEC w związku z decyzją zwiększenia od 1 listopada limitów wydobycia. Wzrosną one o 1 mln baryłek do rekordowego poziomu 27 mln baryłek dziennie. Tymczasem poinformowano o dalszym spadku w zeszłym tygodniu zapasów ropy w USA o 2,5%, do 278,6 mln baryłek. Wiadomość ta pobudziła wzrost notowań i w Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą w październiku płacono wczoraj po południu 42,10 USD w porównaniu z 41,73 USD w końcu sesji wtorkowej i 40,39 USD w poprzednią środę.