Co gorsza, większy popyt zmusi wkrótce firmy naftowe do budowy rafinerii, rurociągów i przede wszystkim do uruchamiania nowych szybów wiertniczych. - Jest niemożliwe, by ceny wróciły do poziomu z końca minionej dekady. Odnoszę wrażenie, że będą coraz wyższe - powiedział Browne w wywiadzie udzielonym w Wiedniu, gdzie bierze udział w konferencji na temat rynków energii sponsorowanej przez OPEC.
Gdy w 1998 r. cena ropy spadła do 10 USD za baryłkę, w wielu rejonach wstrzymano wydobycie, a przede wszystkim zaniechano wszelkich inwestycji w przygotowanie do eksploatacji nowych złóż. Teraz to się mści, bo w ostatnich latach znacznie wzrósł popyt i w rezultacie wolne moce produkcyjne na całym świecie sięgają zaledwie 1 mln baryłek dziennie. A to jest mniej, niż eksportuje Irak. Uczestnicy rynku paliwowego nie mogą jednak liczyć na ciągłość dostaw z tego kraju, ze względu na częste akty sabotażu wymierzone w instalacje naftowe. To powoduje niepewność na rynku i winduje ceny.
Przy tak niewielkich rezerwach produkcyjnych wzrost cen powoduje każde nieoczekiwane wydarzenie. W lecie była to afera z Jukosem, a teraz ciągłe ataki huraganów na południowe wybrzeże Stanów Zjednoczonych, gdzie zlokalizowano wiele platform wydobywczych i rafinerii. Ledwie przeszedł Iwan, który spowodował zmniejszenie wydobycia o 4 mln baryłek, a już zapowiadają Jeanne. W piątek była jeszcze nad północną Dominikaną, ale we wtorek ma uderzyć w Georgię i Południową Karolinę. Ropa zdrożała w Londynie o 2,4%.
Bloomberg