Ceny kontraktów terminowych na miedź były w piątek najwyższe od miesiąca. Był to też drugi z rzędu tydzień wzrostu cen tego metalu. Fundusze hedgingowe zwiększyły zakupy, bo wciąż spadają zapasy, a analitycy prognozują deficyt.

Zapasy monitorowane przez Londyńską Giełdę Metali zmniejszyły się w minionym tygodniu o kolejne 3,6%, do 102,85 tys. ton. To mniej niż wynosi trzydniowy światowy popyt na miedź. Zapasy te spadły w tym roku już o 72%. W Chinach, które zużywają najwięcej tego metalu, w tym roku popyt ma wzrosnąć o 12%. Prawie dwa razy bardziej niż w skali światowej.

Goldman Sachs prognozuje, że tegoroczny popyt wyniesie 16,4 mln ton, o 6,3% więcej niż przed rokiem. Będzie zatem większy od produkcji o 428 tys. ton. Societe Generale przewiduje, że popyt na miedź wzrośnie w tym roku o 6,9%, do 16,8 mln ton.

Wobec spodziewanych braków, zakupy kontraktów terminowych na miedź znowu zwiększyły fundusze hedgingowe i inni spekulanci. To ich działania doprowadziły na początku marca ceny miedzi do ośmioletniego maksimum, a ropy naftowej 20 sierpnia do rekordowego poziomu. Dla porównania indeks Dow Jones Industrial Average stracił w tym roku 2%. W porównaniu z innymi rynkami, surowce są więc bardzo dobrą inwestycją.

Kontrakty terminowe na miedź z dostawą w grudniu zdrożały w piątek w Londynie o 12 USD, do 2835 USD za tonę. Przed tygodniem tona miedzi kosztowała w Londynie 2788 USD.