Reklama

Najbliższy rok dobry dla akcji

Najbardziej znani amerykańscy analitycy giełdowi zgodnie twierdzą, że najbliższe półtora roku powinno stać pod znakiem wzrostu cen akcji. Jednak zwyżka będzie raczej umiarkowana. Na jakie sektory zwracać uwagę? Zalecane są m.in. energetyka i instytucje finansowe oraz, na pewien czas, największe spółki internetowe.

Publikacja: 21.09.2004 08:13

Amerykańskie giełdy ze względu na rozmiar tamtejszego rynku są najpilniej obserwowane przez analityków i inwestorów na całym świecie. Koniunktura na nowojorskiej NYSE (największej giełdzie na świecie) czy - nastawionym na branżę nowoczesnych technologii - rynku Nasdaq, ma ogromny wpływ na przebieg codziennych notowań na wszystkich liczących się parkietach. Dlatego tak ważne są opinie dotyczące przyszłej koniunktury wygłaszane przez najlepszych na Wall Street specjalistów od rynku akcji. Większość z nich jest optymistami, choć raczej przeważają umiarkowane prognozy.

Chiński popyt i wydatki

na rozwój pomogą hossie

Ed Yardeni, jeden z "najcelniej trafiających" w ostatnich latach analityków z Wall Street, który przed kilkoma dniami przeszedł z Prudential Equity Group do mniej znanej firmy zarządzającej pieniędzmi Oak Associates, uważa, że w przyszłym roku indeks S&P 500 powinien wzrosnąć o 12%. To właśnie ten wskaźnik jest najczęściej używany przez ekspertów do oceny koniunktury na amerykańskich giełdach. W przeciwieństwie do Dow Jones Industrial Average, czyli indeksu 30 największych amerykańskich spółek i nastawionego na branżę high-tech Nasdaq Composite, w skład S&P 500 wchodzi 500 czołowych firm reprezentujących wszystkie sektory gospodarki.

Według Yardeniego, za wzrostem tego wskaźnika w przyszłym roku może stać przede wszystkim siła zagranicznych gospodarek. "W ciągu ostatniego roku rezerwy dolarowe w zagranicznych bankach centralnych zwiększyły się o 20%, a popyt zagraniczny rośnie. Najlepszym przykładem są Chiny, które stają się coraz poważniejszym motorem napędowym globalnego wzrostu" - napisał świeżo upieczony pracownik Oak Associates na początku września, gdy jeszcze piastował funkcję głównego ekonomisty Prudentiala.

Reklama
Reklama

Zwyżkę S&P 500 również o 12%, ale w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy, przewiduje najbardziej znana kobieta wśród analityków giełdowych - Abby Joseph Cohen. Główna specjalistka Goldman Sachs podaje jednak nieco inne powody wzrostu indeksu. Jej zdaniem, ważnym czynnikiem będą tu oczekiwane większe wydatki przedsiębiorstw na rozwój. - Jeśli dyrektorzy przedsiębiorstw zdecydują się więcej wydawać na rozwój firm, wzrost gospodarczy się ustabilizuje, a spółki, zwłaszcza te bardziej podatne na wahania koniunktury, np. z branży high-tech, pociągną giełdy do góry - argumentuje Abby Joseph Cohen.

Z kolei według analityka J.P. Morgan Chase Abhijita Chakrabortti, czynnikiem pozytywnie odbijającym się na notowaniach w najbliższych miesiącach będą wyniki spółek. "Nie wierzymy, żeby raporty finansowe rozczarowały" - napisał w nocie dla inwestorów i podniósł prognozę S&P 500 na koniec br. z 1150 do 1200 pkt.

Byk śpiący mocnym snem

Nieco mniejszym optymistą jest natomiast Tobias Levkovich, główny specjalista ds. amerykańskiego rynku akcji w Citigroup. Zapowiada on wprawdzie, że na koniec 2005 r. S&P 500 powinien sięgnąć 1225 pkt, co oznacza ok. 9-proc. zwyżkę w stosunku do obecnego poziomu, ale ostrzega, że najpierw rynki czeka okres spadków. - Do końca roku S&P spadnie o 8%. Wskaźnik cena do zysku na akcję jest teraz dwukrotnie wyższy niż w 1982 r., stopy nie mogą być już niższe, ponadto w ciągu ostatniego roku akcje wyraźnie drożały. Trudno więc nie spodziewać się korekty - uważa Levkovich.

Ostrożnie, jeśli chodzi o koniunkturę w najbliższym czasie, wypowiada się też Gary Gordon, główny strateg inwestycyjny ds. amerykańskiego rynku w UBS. Jego zdaniem, rosnący deficyt handlowy USA, wysoki poziom zadłużenia konsumentów oraz rekordowe ceny domów ograniczą wzrost indeksów w najbliższym czasie, a S&P 500 w ciągu roku nieznacznie zmieni wartość. - Nie wiadomo, kiedy pęknie bańka na giełdzie. Ale inwestorzy zdają sobie sprawę, że sytuacja nie jest najlepsza i boją się zdecydowanie lokować kapitały w akcjach - ostrzega G. Gordon.

Mianem "byka śpiącego mocnym snem" określa obecny rynek akcji za Atlantykiem Francois Trahan, główny analityk banku Bear Stearns. - W ostatnich miesiącach byk nieśmiało otwierał oczy, ale niesatysfakcjonujące tempo wzrostu gospodarczego oraz rosnące koszty kredytu spowodują, że znów chyba zaśnie - mówi Trahan, który jednak nie podaje poziomu, jaki S&P osiągnie na koniec roku.

Reklama
Reklama

Ostrożnie z branżą high-tech

W jakie branże inwestować, a jakich unikać? Edward Keon, nowy "guru" Prudentiala, doradza inwestorom, by zredukowali zaangażowanie w akcje spółek z branży nowoczesnych technologii. Główny powód to coraz bardziej rozczarowujące prognozy wyników publikowane przez te przedsiębiorstwa. Najlepszym przykładem jest tu potentat branży - największy na świecie producent mikroprocesorów Intel. Według Keona, zyski spółek high-tech w przyszłym roku nie zdołają wzrosnąć o 17%, tak jak mówiły wcześniejsze prognozy.

Jakie sektory cieszą się uznaniem eksperta Prudentiala? Keon zaleca kupno akcji spółek produkujących dobra pierwszej potrzeby, takie jak żywność czy napoje, artykuły higieniczne, ponieważ są one mniej uzależnione od wahań koniunktury gospodarczej. Ponadto, w jego ocenie, w najbliższych miesiącach dobrze na giełdach powinno się dziać instytucjom finansowym (powodem może być podwyżka stóp procentowych) i spółkom z branży energetycznej (sprzyjają im wysokie ceny ropy naftowej).

Z kolei Laszlo Birinyi, prezes firmy inwestycyjnej Birinyi Associates, rekomenduje kupno walorów znanych spółek internetowych, takich jak Google, Amazon.com czy eBay. Jednak zaleca, aby z takiej inwestycji wycofać się po osiągnięciu stopy zwrotu na poziomie 15-20%. - Gorączka internetowa z końca ubiegłej dekady już się nie powtórzy. Teraz inwestorzy już znacznie ostrożniej podchodzą do tego sektora - mówi L. Birinyi, który w 1999 r. w jednym z programów telewizyjnych dotyczących rynku kapitałowego został mianowany "mistrzem świata jeśli chodzi o trafność inwestycji". Birinyi przez 12 lat pracował jako makler w Salomon Brothers, by w 1989 r. otworzyć własną firmę.

Kupuj dolara

Optymistyczne raporty dotyczące gospodarki amerykańskiej, które pojawiły się w ostatnim czasie oraz perspektywa podwyższenia przez Rezerwę Federalną stóp procentowych (podwyżka o 0,25 pkt bazowych nastąpi prawdopodobnie podczas dzisiejszego posiedzenia Komitetu Otwartego Rynku) spowodowały, że analitycy zalecają też lokowanie kapitałów w dolara.

Reklama
Reklama

Według ekspertów Bank of America, w portfelach należy zwiększać zaangażowanie dolara kosztem wspólnej waluty europejskiej. Obecnie za jedno euro płaci się 1,215 USD. Na koniec roku będzie to już tylko 1,17 USD - uważają eksperci BoA.

Z kolei analitycy Morgana Stanleya zapowiadają wzrost rentowności amerykańskich obligacji. Ich zdaniem, jeden z najpopularniejszych papierów - obligacje 10-letnie - do końca roku osiągnie rentowność 4,75% - oznacza to zwyżkę o ponad 50 pkt bazowych w stosunku do obecnego poziomu.

Najwięcej rekomendacji "trzymaj"

O tym, że analitycy z Wall Street optymistycznie patrzą w giełdową przyszłość, ale nie spodziewają się silnej poprawy koniunktury, najlepiej mówi zestawienie wydawanych przez nich rekomendacji. Okazuje się, że każde biuro wystawia średnio najwięcej zaleceń "trzymania" akcji, bo ok. 48. W następnej kolejności są już jednak rekomendacje "kupuj", a zdecydowanie najmniej jest zaleceń "sprzedaj".

Jaki udział akcji w portfelach inwestycyjnych?Posiadanie aż 73% akcji w portfelu inwestycyjnym doradza inwestorom Rod Smyth, analityk nowojorskiego banku inwestycyjnego Wachovia. Jest on obecnie największym optymistą wśród ekspertów z najbardziej znanych instytucji z Wall Street, które publikują takie rekomendacje. W jasnych barwach patrzy na rynek akcji także Subodh Kumar z banku CIBC, który zaleca ich 72-proc. udział w portfelach. W ostatnich dniach poprawiły się też nastroje w Citigroup (działalność z zakresu bankowości inwestycyjnej prowadzi pod szyldem Smith Barney). Specjalny komitet złożony z dyrektora ds. inwestycyjnych Edwarda Kerschnera, głównego analityka amerykańskiego rynku akcji Tobiasa Levkovicha i szefa działu analizy technicznej Loiuse Yamady), zalecił zwiększyć w portfelach udział akcji, kosztem gotówki, z 55%, do 60%. Zdecydowanie największym pesymistą jest Richard Bernstein, główny analityk Merrill Lynch, który radzi inwestorom, by tylko 45% kapitałów lokowali w akcje.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama