Amerykańskie giełdy ze względu na rozmiar tamtejszego rynku są najpilniej obserwowane przez analityków i inwestorów na całym świecie. Koniunktura na nowojorskiej NYSE (największej giełdzie na świecie) czy - nastawionym na branżę nowoczesnych technologii - rynku Nasdaq, ma ogromny wpływ na przebieg codziennych notowań na wszystkich liczących się parkietach. Dlatego tak ważne są opinie dotyczące przyszłej koniunktury wygłaszane przez najlepszych na Wall Street specjalistów od rynku akcji. Większość z nich jest optymistami, choć raczej przeważają umiarkowane prognozy.
Chiński popyt i wydatki
na rozwój pomogą hossie
Ed Yardeni, jeden z "najcelniej trafiających" w ostatnich latach analityków z Wall Street, który przed kilkoma dniami przeszedł z Prudential Equity Group do mniej znanej firmy zarządzającej pieniędzmi Oak Associates, uważa, że w przyszłym roku indeks S&P 500 powinien wzrosnąć o 12%. To właśnie ten wskaźnik jest najczęściej używany przez ekspertów do oceny koniunktury na amerykańskich giełdach. W przeciwieństwie do Dow Jones Industrial Average, czyli indeksu 30 największych amerykańskich spółek i nastawionego na branżę high-tech Nasdaq Composite, w skład S&P 500 wchodzi 500 czołowych firm reprezentujących wszystkie sektory gospodarki.
Według Yardeniego, za wzrostem tego wskaźnika w przyszłym roku może stać przede wszystkim siła zagranicznych gospodarek. "W ciągu ostatniego roku rezerwy dolarowe w zagranicznych bankach centralnych zwiększyły się o 20%, a popyt zagraniczny rośnie. Najlepszym przykładem są Chiny, które stają się coraz poważniejszym motorem napędowym globalnego wzrostu" - napisał świeżo upieczony pracownik Oak Associates na początku września, gdy jeszcze piastował funkcję głównego ekonomisty Prudentiala.