W tym roku na NYSE pojawiły się amerykańskie kwity depozytowe (tzw. ADR-y) zaledwie ośmiu zagranicznych spółek, ale jednocześnie dwie inne dobrowolnie wycofały się z największej giełdy w USA. Podobną sytuację można zaobserwować na Nasdaq, gdzie 13 zagranicznym debiutom towarzyszyło 10 definitywnych odwrotów. Do tej grupy dołączy także szwedzki koncern tytoniowy Match, który poinformował w sierpniu o zamiarze wycofania się z Nasdaq.
Według "Wall Street Journal" coraz więcej szefów spółek ze Starego Kontynentu uważa, że pojawienie się na amerykańskich giełdach nie opłaci się finansowo z powodu zwiększonych kosztów prowadzenia księgowości. W tym roku zaledwie cztery firmy europejskie starają się o wejście na giełdy w USA, z czego dwie są kapitałowo zależne od dwóch innych korporacji już notowanych na NYSE czy Nasdaqu. W latach 90. normą był debiut kilkudziesięciu ADR-ów rocznie.
Amerykańskie giełdy cieszą się większą popularnością wśród spółek z Azji, Izraela oraz Ameryki Łacińskiej, głównie ze względu na mniejszy rozmiar rodzimych rynków. Jednak i w tym przypadku coraz więcej firm rezygnuje z obecności w USA.
Od przyszłego roku wszystkie zagraniczne firmy oferujące swoje ADR-y w USA zostaną objęte restrykcyjnymi wymogami ustawy Sarbanesa-Oxleya. Nowe prawo, przyjęte w 2002 r. w następstwie spektakularnych bankructw Enronu i WorldComu, znacznie podrożyło koszty prowadzenia księgowości. Dla 1300 spółek zagranicznych (większości europejskich) notowanych w USA, oznacza to m.in. zwiększoną odpowiedzialność dyrektorów oraz audytorów za publikowane wyniki finansowe. Nic więc dziwnego, że kilkanaście spółek ankietowanych kilka miesięcy temu przez Broadgate Consultants Inc., Value Alliance oraz Bank of New York przyznało się, że ponownie rozpatrzy zasadność dalszej obecności na amerykańskim rynku, ponieważ wymogi ustawy Sarbanesa-Oxleya są zbyt rygorystyczne.