- W sierpniu 2003 r. zrealizowaliśmy dużą, ale pojedynczą umowę na dostawę sprzętu. To był bardzo udany miesiąc - tłumaczył Mirosław Załęski, prezes Betacomu. - W tym roku realizowaliśmy dużo więcej wysokomarżowych umów, ale o mniejszej wartości - dodał. Zwrócił uwagę, że narastająco przychody spółki za pięć miesięcy roku obrachunkowego (dla Betacomu zaczął się 1 kwietnia) wyniosły 23 mln zł i były wyższe o 47,2% niż przed rokiem.
Jak twierdzi prezes, kolejne miesiące zapowiadają się obiecująco. - Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników za wrzesień. Nasze obroty będą znowu znacząco wyższe niż rok wcześniej - zapewnił. Nie chciał rozmawiać o liczbach.
Stwierdził, że prognoza na cały rok obrachunkowy nie jest zagrożona. Plany mówią o przychodach na poziomie 82 mln zł (35% więcej niż przed rokiem) i 3,4 mln zł zysku netto (wzrost o 42%). Betacom okres kwiecień-czerwiec (tylko takie dane są znane) zakończył stratą, która sięga 1,4 mln zł.
Inwestorzy ostrożnie podchodzą do deklaracji prezesa. Informatyczna firma już raz musiała korygować założenia. Dotyczyły roku obrachunkowego 2003/2004 i były przygotowane na potrzeby publicznej oferty akcji. Papiery Betacomu były sprzedawane w lutym br. po 28 zł. Akcje pojawiły się na parkiecie w połowie marca. Wyceniono je na 30 zł. Kilkanaście dni później firma radykalnie obniżyła szacunki wyników. Od tamtej pory kurs jest w trendzie spadkowym. We wtorek za papiery spółki płacono po 19,95 zł. To oznacza, że inwestorzy, którzy kupili akcje w ofercie, stracili już 28%.