Wiedzielibyśmy o tym. Oni nie przylatują tylko do jednego kraju. Wszystkie wizyty Hankooka, a były dotychczas trzy, to były wizyty objazdowe.
Ta obecna cisza mnie nie zaskakuje. W tym przypadku może być tak, jak było już z kilkoma innymi firmami koreańskimi. Najpierw długo cisza, a potem w poniedziałek przychodzi e-mail, że przylatują w piątek, a decyzję chcą podjąć za tydzień.
To jeszcze pomówmy o innym koreańskim koncernie - Hyundaiu...
A o czym tu mówić?
O tym, że być może nie postawi fabryki na Słowacji. Czesi mówią, że zaczęli właśnie negocjacje z Hyundaiem. Co Pan na to?
Życzę powodzenia. Pewnie rozmawiają tak samo, jak rozmawiali z Mazdą i Hondą...
To znaczy?
Twierdzili, że negocjują z Hondą. A ja byłem w siedzibie Hondy w Tokio i rozmawiałem z szefem planowania strategicznego, który zapewnił mnie, że nie mają żadnych projektów budowy fabryki w Europie.
Ale wracając jeszcze do sprawy Hyundaia, to muszę powiedzieć, że odkąd zaczęły się pierwsze kłopoty, wystosowaliśmy do Koreańczyków całą serię sygnałów, używając wszystkich możliwych kanałów. Zadeklarowaliśmy, że chętnie znów usiedlibyśmy do rozmów. Ba, nawet że działkę w Kobierzycach możemy im przekazać w dwa tygodnie.
Czy był jakiś odzew na te syg-nały?
Żadnego. Mnie się wydaje, że jedynym rozwiązaniem zaistniałej sytuacji jest anulowanie całego przedsięwzięcia i wycofanie się lub znaczące zmniejszenie skali projektu, np. o połowę. W tym drugim przypadku nastąpiłoby także spowolnienie.
Jakie są szanse, że Hyundai zdecyduje się na tę inwestycję gdzieś poza Słowacją?
Moim zdaniem, bardzo małe. Bo wszystko trzeba by zaczynać od początku. Poza tym oznaczałoby to przyznanie się do błędu przy wyborze lokalizacji. Czyli trzeba by sobie odpowiedzieć na pytanie, czy lepiej stracić twarz i zachować biznes, czy zachować twarz, ale stracić biznes.
Czyli w Kobierzycach nie będzie fabryki Hyundaia. A co będzie?
Kobierzyce nie pójdąTo miałaby być montowania samochodów. Ale jaka wielkość inwestycji, jakie zatrudnienie - tego ten inwestor nie podaje.
W sprawie wspomnianego terenu kontaktowaliśmy się ze wszystkimi firmami, z którymi mogliśmy. Z trzech, z którymi rozmawialiśmy na ten temat, dwie się wycofały. Została jedna. Deklaruje, że do końca roku podejmie ostateczną decyzję.
Ostatnio Toyota poinformowała, że chce zbudować fabrykę w Europie Środkowej lub w Rosji. Czy to nie ona?
Nie, to nie z nimi rozmawiamy o Kobierzycach. Toyota faktycznie nie sprecyzowała na razie, gdzie chce mieć nową, trzecią już w Europie fabrykę, choć to, że w ogóle ma powstać, nie jest żadnym zaskoczeniem. Zaskoczeniem jest natomiast, że bierze się pod uwagę Rosję, bo dotychczas Japończycy mówili tylko o Europie Środkowej.
Gdyby byli zainteresowani Polską, to z pewnością proponowalibyśmy im Kobierzyce. To jest działka, która leży dokładnie między dwiema fabrykami silników Toyoty: w Jelczu i w Wałbrzychu.
Tym inwestorem dla Kobierzyc nie jest pewnie także austriacki koncern Magna Steyr, bo ostatnio zadeklarował, że swój nowy zakład postawi w Czechach, na Słowacji, Węgrzech lub w Rumunii. Dlaczego Polski nie ma na tej liście?
Polska też jest brana pod uwagę przy tej inwestycji. Nie wiem, czemu Austriacy nas nie wymienili. Szczegóły planów Magna Steyra mamy poznać jeszcze w tym tygodniu.
Jakiej skali ma to być inwestycja? Słowacy podawali, że chodzi o 400 mln USD i 150 tys. samochodów rocznie.
Ja nie wiem, jaka to może być kwota. A co do wielkości produkcji, to 150 tys. aut jest w pełni realne.
Czy jeszcze jakieś inne firmy motoryzacyjne mogłyby się pojawić w Polsce?
Teraz już tylko producenci podzespołów. A zainteresowanych jest coraz więcej.
Ilu?
Blisko decyzji inwestycyjnych, które mogą zapaść jeszcze w tym roku, jest czterech. W ubiegłym tygodniu rozmawiałem z jednym z nich. Z Francji.
O jakiej skali inwestycji mówimy?
Łącznie byłoby ok. 500 miejsc pracy. Jeśli chodzi o kwoty, to myślę, że 50 mln USD. Problem polega na tym, że, niestety, wszystkie te firmy chcą pomocy publicznej. A my nie możemy ciągle dawać. Oferujemy zwolnienia podatkowe, to jest łatwiejsze, ale nie mamy gotówki, żeby ją dawać inwestorom. Jeśli już mamy komuś coś dawać, to wtedy muszą być to naprawdę duże projekty.
W ogóle jestem przeciwny rozdawnictwu. Ale problem polega na tym, że jeśli nie damy, to ci inwestorzy nie przyjdą. Jesteśmy zakładnikami systemu globalizacji: inni dają, to my też musimy. Nas nie stać, żeby nie dawać inwestorom.
Jakie branże są zainteresowane inwestycjami w Polsce?
Zdecydowanie centra usługowe, czyli ośrodki badawczo-rozwojowe, outsoursing księgowości itp. To są wprawdzie stosunkowo małe inwestycje, rzędu 3-5 mln USD, ale za to powstaje dzięki nim ogromna liczba miejsc pracy, od 300 do 500 w każdym przypadku. Zainteresowanie tym jest naprawdę wielkie, ale pojawia się ten sam problem: pomoc publiczna.
Jakie projekty z tej branży są na ukończeniu?
Jest ich kilka, ale nadal nie wiadomo, czy powstaną w Polsce, czy gdzieś indziej. Cały czas trwa rozgrywka.
Które są najbardziej prawdopodobne?
HP chce zbudować centrum badawczo-rozwojowe oraz centrum księgowe, łącznie na 400 osób. Capgemini chce stworzyć centrum księgowe. Z nimi zaczynamy też rozmawiać o centrum badawczo-rozwojowym, ale decyzje wciąż nie są podjęte. Mówią, że rozstrzygnięcia zapadną w tym roku, ale cały czas oczekują też wsparcia ze strony rządu.
PAIiIZ deklaruje, że wartość inwestycji zagranicznych ma być w tym roku większa, niż w 2003 r. O ile?
Tego na razie nikt nie wie. Tak naprawdę nie wiemy nawet, jaka jest dokładna wartość po pierwszym półroczu. Mogę powiedzieć, że mam nadzieję, że faktycznie wzrośnie. W tym roku chcemy też pierwszy raz podać liczbę nowych miejsc pracy, które powstały dzięki zagranicznym inwestycjom.
Czy są już jakieś szacunki?
Myślę, że w zeszłym roku