Reklama

Jesteśmy zakładnikiem globalizacji

Z Sebastianem Mikoszem, wiceprezesem Państwowej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych, rozmawia Bartłomiej Mayer

Publikacja: 24.09.2004 07:55

Wrócił Pan właśnie z Chin. Czemu miała służyć ta wizyta?

Uczestniczyłem, na zaproszenie wiceministra handlu Chin, w VIII Międzynarodowych Targach Inwestycyjnych w Xiamenie. To największa tego typu impreza w Chinach. Zaprezentowaliśmy chińskim firmom możliwości inwestowania w Polsce. I to był powód mojej wizyty w Xiamenie.

Wcześniej pojechałem do Pekinu, gdzie spotkałem się z moją odpowiedniczką, czyli wiceszefową chińskiej agencji inwestycji zagranicznych. Zapewniła mnie, że chińskie przedsiębiorstwa chcą wychodzić za granicę. Spotykałem się też z przedstawicielami kilku takich firm, które rozważają inwestycje w Polsce.

Jakie to firmy?

Chcemy przyciągnąć do Polski znaczącego gracza sektora elektronicznego, który produkowałby u nas telewizory plazmowe albo odtwarzacze DVD. Chodzi o jednego z największych w Chinach producentów takich telewizorów, który już sprzedaje w Polsce swoje towary i bardzo podoba mu się nasz rynek.

Reklama
Reklama

W sprawie ewentualnej inwestycji przedstawiciele tej firmy kontaktowali się już kilkakrotnie z naszym konsulatem, teraz i ja się z nimi spotkałem. Chcą przyjechać do Polski i zobaczyć działki nadające się pod budowę zakładu. Zadeklarowali, że jeśli powstałaby taka fabryka, zatrudniałaby co najmniej 300 osób. Kwotowo może nie byłaby to wielka inwestycja, zapewne 40-50 mln USD, ale i tak oznaczałoby to podwojenie wartości chińskich inwestycji w Polsce.

Ile chińskich firm jest już w Polsce?

Mamy dwie duże chińskie inwestycje. Mówię tu, oczywiście, o tych, których wartość przewyższa 1 mln USD, bo takie odnotowuje PAIiIZ. Są to: Sino Frontier Properties Ltd. i Min Hoong Development Co. Łącznie wartość tych inwestycji to niespełna 50 mln USD. Oczekujemy także decyzji inwestycyjnych takich potentatów chińskiego przemysłu, jak firmy Haier i Huawei.

Co, Pana zdaniem, mogłoby zachęcić kolejne chińskie firmy do inwestowania w Polsce?

Trzeba powiedzieć Chińczykom: "będziemy waszą bramą do Unii Europejskiej - inwestujcie u nas". Przytaczany przeze mnie w Xiamenie argument, że działając w Polsce będą firmą europejską, bardzo do nich trafia. Poza tym wrażenie na rozmówcach robił także inny argument: w Polsce można posiadać ziemię na własność. Pamiętajmy, że w Chinach ziemia jest wyłącznie państwowa.

Chińczycy są zresztą do nas bardzo przyjaźnie nastawieni. Doskonale pamiętają np. polskie maluchy, polonezy czy polskie kombajny, które kiedyś im sprzedawaliśmy. Pamiętają, że gdy u nich była skrajna bieda, mieli dostęp do polskich produktów. To teraz może procentować.

Reklama
Reklama

Ponadto w październiku minie 55 lat polsko-chińskich stosunków dyplomatycznych, a czynnik polityczny jest niezwykle istotny w relacjach - także gospodarczych - z tym państwem. W Chinach wszystkie firmy są państwowe i to minister gospodarki decyduje, gdzie, kto zainwestuje i ile.

Ile więc będą inwestować?

Chińczycy szacują wartość swoich dotychczasowych inwestycji zagranicznych na 32,3 mld USD. A od 2005 roku, jak zadeklarowała pani Wu Yi, wicepremier Chin odpowiedzialna za sprawy gospodarcze, ich inwestycje poza granicami będą sięgać 5-10 mld USD rocznie.

Jaka z tego część może trafić do Polski?

Na razie stawiamy sobie za cel to, by pojawiła się u nas jedna duża chińska inwestycja. Chcielibyśmy pojechać w przyszłym roku na te same targi do Xiamenu i pochwalić się tam pierwszą firmą, która rozpoczęła inwestycje w Polsce.

Szacuję, że w Chinach jest 100-150 firm, które mogą u nas zainwestować. Chodzi o spółki, które mają odpowiednie pieniądze i ludzi. Załóżmy, że naszą ambicją byłoby pozyskać 7-10% z nich. Niech każda zainwestuje 50 mln USD - to jest realna kwota. Jeśli 4-5 takich firm weszłoby do Polski, to już byłby sukces.

Reklama
Reklama

Ale żeby weszły, trzeba im zaproponować coś konkretnego, nie tylko deklarację, że będziemy ich "bramą do Unii Europejskiej". Co im zaproponujemy?

Po pierwsze - w Koszalinie, w podstrefie Słupskiej SSE, powstaje chiński park inwestycyjny.Chińscy partnerzy są już udziałowcami tego parku i oni będą obsługiwać przychodzące tam firmy. To będzie miejsce szczególnie przyjazne wobec tych inwestorów.

Po drugie - na targach podpisaliśmy dwie umowy o współpracy. Z Szanghajską Agencją Rozwoju i z prowincją Fujian, w której znajduje się Xiamen (jedna z dynamiczniej rozwijających się prowincji chińskich). Dzięki tym umowom zapewne w listopadzie zaczną się pierwsze wizyty wysłanników firm, które są zainteresowane współpracą.

No i planujemy w przyszłym roku wrócić do Chin z polską misją gospodarczą. Chcielibyśmy otworzyć w Chinach biuro, tak aby PAIiIZ był na stałe na tamtejszym rynku.

Czy inne kraje nie zabiegają o chińskie inwestycje?

Reklama
Reklama

Nie wiem. Prawdę powiedziawszy na targach w Xiamenie nie spotkałem nikogo, kto szukałby inwestorów z Chin. Tam byli głównie inwestorzy, którzy poszukiwali możliwości inwestowania w Chinach. I Chińczycy zresztą się przed tym nie bronią. Bardzo często w rozmowach podkreślali, że interesują ich także inwestycje z Polski, szczególnie inwestycje w elektrownie. Przy tak gigantycznym wzroście gospodarczym, jaki tam mają, pojawiają się problemy z energią. I to jest znakomita okazja, żebyśmy im zaoferowali np. turbiny.

Wróćmy jednak do chińskich inwestycji w Polsce. Ostatnio mówi się o tym, że koncern Shanghai Automotive Industry Corp. miałby zainwestować w FSO...

My się nie zajmujemy FSO. To domena wiceministra gospodarki Jacka Piechoty.

Ale to Pan był na targach w Chinach. Spotkał Pan tam przedstawicieli tej firmy?

Owszem, widziałem tego producenta samochodów, prezentował się na targach w Xiamenie, ale wyłącznie z ofertą sprzedaży, a nie inwestycyjną.

Reklama
Reklama

W ogóle nie było mowy o FSO?

Nie.

A co z innym azjatyckim inwestorem - firmą oponiarską Hankook z Korei?

Cisza. Był kontakt, dostali ofertę i miała być kolejna wizyta w czerwcu. Na razie nie było.

Może to oznacza, że w tym czasie odwiedzają np. Czechy albo Słowację?

Reklama
Reklama

Wiedzielibyśmy o tym. Oni nie przylatują tylko do jednego kraju. Wszystkie wizyty Hankooka, a były dotychczas trzy, to były wizyty objazdowe.

Ta obecna cisza mnie nie zaskakuje. W tym przypadku może być tak, jak było już z kilkoma innymi firmami koreańskimi. Najpierw długo cisza, a potem w poniedziałek przychodzi e-mail, że przylatują w piątek, a decyzję chcą podjąć za tydzień.

To jeszcze pomówmy o innym koreańskim koncernie - Hyundaiu...

A o czym tu mówić?

O tym, że być może nie postawi fabryki na Słowacji. Czesi mówią, że zaczęli właśnie negocjacje z Hyundaiem. Co Pan na to?

Życzę powodzenia. Pewnie rozmawiają tak samo, jak rozmawiali z Mazdą i Hondą...

To znaczy?

Twierdzili, że negocjują z Hondą. A ja byłem w siedzibie Hondy w Tokio i rozmawiałem z szefem planowania strategicznego, który zapewnił mnie, że nie mają żadnych projektów budowy fabryki w Europie.

Ale wracając jeszcze do sprawy Hyundaia, to muszę powiedzieć, że odkąd zaczęły się pierwsze kłopoty, wystosowaliśmy do Koreańczyków całą serię sygnałów, używając wszystkich możliwych kanałów. Zadeklarowaliśmy, że chętnie znów usiedlibyśmy do rozmów. Ba, nawet że działkę w Kobierzycach możemy im przekazać w dwa tygodnie.

Czy był jakiś odzew na te syg-nały?

Żadnego. Mnie się wydaje, że jedynym rozwiązaniem zaistniałej sytuacji jest anulowanie całego przedsięwzięcia i wycofanie się lub znaczące zmniejszenie skali projektu, np. o połowę. W tym drugim przypadku nastąpiłoby także spowolnienie.

Jakie są szanse, że Hyundai zdecyduje się na tę inwestycję gdzieś poza Słowacją?

Moim zdaniem, bardzo małe. Bo wszystko trzeba by zaczynać od początku. Poza tym oznaczałoby to przyznanie się do błędu przy wyborze lokalizacji. Czyli trzeba by sobie odpowiedzieć na pytanie, czy lepiej stracić twarz i zachować biznes, czy zachować twarz, ale stracić biznes.

Czyli w Kobierzycach nie będzie fabryki Hyundaia. A co będzie?

Kobierzyce nie pójdąTo miałaby być montowania samochodów. Ale jaka wielkość inwestycji, jakie zatrudnienie - tego ten inwestor nie podaje.

W sprawie wspomnianego terenu kontaktowaliśmy się ze wszystkimi firmami, z którymi mogliśmy. Z trzech, z którymi rozmawialiśmy na ten temat, dwie się wycofały. Została jedna. Deklaruje, że do końca roku podejmie ostateczną decyzję.

Ostatnio Toyota poinformowała, że chce zbudować fabrykę w Europie Środkowej lub w Rosji. Czy to nie ona?

Nie, to nie z nimi rozmawiamy o Kobierzycach. Toyota faktycznie nie sprecyzowała na razie, gdzie chce mieć nową, trzecią już w Europie fabrykę, choć to, że w ogóle ma powstać, nie jest żadnym zaskoczeniem. Zaskoczeniem jest natomiast, że bierze się pod uwagę Rosję, bo dotychczas Japończycy mówili tylko o Europie Środkowej.

Gdyby byli zainteresowani Polską, to z pewnością proponowalibyśmy im Kobierzyce. To jest działka, która leży dokładnie między dwiema fabrykami silników Toyoty: w Jelczu i w Wałbrzychu.

Tym inwestorem dla Kobierzyc nie jest pewnie także austriacki koncern Magna Steyr, bo ostatnio zadeklarował, że swój nowy zakład postawi w Czechach, na Słowacji, Węgrzech lub w Rumunii. Dlaczego Polski nie ma na tej liście?

Polska też jest brana pod uwagę przy tej inwestycji. Nie wiem, czemu Austriacy nas nie wymienili. Szczegóły planów Magna Steyra mamy poznać jeszcze w tym tygodniu.

Jakiej skali ma to być inwestycja? Słowacy podawali, że chodzi o 400 mln USD i 150 tys. samochodów rocznie.

Ja nie wiem, jaka to może być kwota. A co do wielkości produkcji, to 150 tys. aut jest w pełni realne.

Czy jeszcze jakieś inne firmy motoryzacyjne mogłyby się pojawić w Polsce?

Teraz już tylko producenci podzespołów. A zainteresowanych jest coraz więcej.

Ilu?

Blisko decyzji inwestycyjnych, które mogą zapaść jeszcze w tym roku, jest czterech. W ubiegłym tygodniu rozmawiałem z jednym z nich. Z Francji.

O jakiej skali inwestycji mówimy?

Łącznie byłoby ok. 500 miejsc pracy. Jeśli chodzi o kwoty, to myślę, że 50 mln USD. Problem polega na tym, że, niestety, wszystkie te firmy chcą pomocy publicznej. A my nie możemy ciągle dawać. Oferujemy zwolnienia podatkowe, to jest łatwiejsze, ale nie mamy gotówki, żeby ją dawać inwestorom. Jeśli już mamy komuś coś dawać, to wtedy muszą być to naprawdę duże projekty.

W ogóle jestem przeciwny rozdawnictwu. Ale problem polega na tym, że jeśli nie damy, to ci inwestorzy nie przyjdą. Jesteśmy zakładnikami systemu globalizacji: inni dają, to my też musimy. Nas nie stać, żeby nie dawać inwestorom.

Jakie branże są zainteresowane inwestycjami w Polsce?

Zdecydowanie centra usługowe, czyli ośrodki badawczo-rozwojowe, outsoursing księgowości itp. To są wprawdzie stosunkowo małe inwestycje, rzędu 3-5 mln USD, ale za to powstaje dzięki nim ogromna liczba miejsc pracy, od 300 do 500 w każdym przypadku. Zainteresowanie tym jest naprawdę wielkie, ale pojawia się ten sam problem: pomoc publiczna.

Jakie projekty z tej branży są na ukończeniu?

Jest ich kilka, ale nadal nie wiadomo, czy powstaną w Polsce, czy gdzieś indziej. Cały czas trwa rozgrywka.

Które są najbardziej prawdopodobne?

HP chce zbudować centrum badawczo-rozwojowe oraz centrum księgowe, łącznie na 400 osób. Capgemini chce stworzyć centrum księgowe. Z nimi zaczynamy też rozmawiać o centrum badawczo-rozwojowym, ale decyzje wciąż nie są podjęte. Mówią, że rozstrzygnięcia zapadną w tym roku, ale cały czas oczekują też wsparcia ze strony rządu.

PAIiIZ deklaruje, że wartość inwestycji zagranicznych ma być w tym roku większa, niż w 2003 r. O ile?

Tego na razie nikt nie wie. Tak naprawdę nie wiemy nawet, jaka jest dokładna wartość po pierwszym półroczu. Mogę powiedzieć, że mam nadzieję, że faktycznie wzrośnie. W tym roku chcemy też pierwszy raz podać liczbę nowych miejsc pracy, które powstały dzięki zagranicznym inwestycjom.

Czy są już jakieś szacunki?

Myślę, że w zeszłym roku

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama